Prezes PiS stwierdził w Spale, że nakład na służbę zdrowia powinien wzrosnąć do minimum 6 proc. PKB. Obecnie wynosi ono 4,7 proc. – Udział wydatków na służbę zdrowia w PKB, czyli tej ogólnej puli corocznych dochodów, tego wszystkiego, co odliczając koszty w Polsce, jest wytwarzane, to ciągle jest bardzo mało, to jest 4 proc. z kawałkiem. To ciągle rośnie, ale to rośnie dość wolno. Takie minimum minimorum (z łaciny - absolutne minimum – przyp. red.), ale podkreślam minimum minimorum to jest 6 proc. – mówił.

Do tego będziemy musieli rzeczywiście dojść, ale nie możemy tego robić pod wpływem nacisków grupy młodych ludzi – zaznaczył. Stwierdził, że partia rządząca rozumie ich racje i szanuje. - Nikt nie przeszkadza im strajkować, natomiast z pewnym niepokojem patrzymy na to, że tutaj pojawiają się osoby, które jako żywo ze służbą zdrowia nie mają nic wspólnego, a które próbują z tego robić politykę – mówił. Na koniec Jarosław Kaczyński stwierdził, że winę za obecną sytuację w służbie zdrowia ponoszą poprzednie rządy. – Nie ma cudów – podsumował.

W wywiadzie dla stacji TVP Info zastanawiał się, co jest powodem protestu. Stwierdził, że być może jest on inspirowany przez opozycję.

- Musimy w tej chwili odpowiedzieć sobie na pytanie czy mamy do czynienia z finałem pewnych napięć, które rzeczywiście miały miejsce już od jakiegoś czasu i to byłaby diagnoza z jednej strony niedobra, bo oznaczałoby, że temu nie potrafiono zapobiec, ale z drugiej strony też dobra, bo wtedy chodzi o meritum, a nie kwestie zupełnie ze służbą zdrowia w ogóle nie związane. No i jest drugie przypuszczenie, że to może być coś, co od samego początku nie ma nic wspólnego ze służbą zdrowia. No mam nadzieję, że tak nie jest – powiedział.

Protestujący odpowiadali Jarosławowi Kaczyńskiemu, m.in. podczas sobotniej pikiety pod KPRM słowami, że "ani oni, ani pacjenci nie mają partyjnych legitymacji".