Profesor Legutko, który jest współprzewodniczący grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) przypomina, że rząd PiS stał się obiektem ataków i oskarżeń o zaprowadzanie autorytaryzmu już od objęcia władzy w 2015 roku.

Ale to, co krytycy nazywają autorytaryzmem, jest jedynie próbą odzyskania przez państwo polskie podstawowych instrumentów władzy, które posiadają rządy we Francji, Niemczech i innych państwach Europy - uważa profesor.

Przypomniał, że PiS wygrało wybory parlamentarne obiecując zmiany w systemie sądowniczym. Jednak plany reform wymiaru sprawiedliwości spotkały się z krytyką i mocną reakcją ze strony zarówno Komisji Europejskiej jak i Parlamentu Europejskiego - podkreśla Legutko. Polska jest teraz oskarżana o kontrolę nad mediami, co jest absurdalnym zarzutem - dodaje.

Zdaniem eurodeputowanego Komisja Europejska atakuje Polskę, "ponieważ odważyliśmy się przeciwstawić tendencjom centralistycznym w Europie, bronić suwerenność narodowej, tak jak jest to sformułowane w traktatach założycielskich UE, oraz domagać się respektowania tych dokumentów".

Atak na Polskę jest częścią planu (szefa KE - PAP) Jean-Claude'a Junckera, który zakłada "większe upolitycznienie" KE - uważa Legutko.

Zachodnie rządy i przywódcy unijnych instytucji od dawna traktowali państwa Europy Wschodniej jak nieletnich, znajdujących się pod ich kuratelą. (...) Podczas nieformalnego spotkania z polskimi politykami, do którego doszło w ubiegłym roku, niemiecka kanclerz Angela Merkel nie potrafiła ukryć irytacji z powodu nowych stosunków gospodarczych (Polski - PAP) z Chinami, podkreślając, że takie otwarcie powinno otrzymać błogosławieństwo "przyjaciół" - pisze Legutko.

Eurokratów najbardziej irytuje rosnąca współpraca pomiędzy krajami Grupy Wyszehradzkiej - Czech, Węgier, Polski i Słowacji - oraz projekt Trójmorza stworzony przez państwa V4, trzy kraje bałtyckie oraz Austrię, Słowenię, Chorwację, Bułgarię i Rumunię. Polska odegrała wielką rolę w połączeniu punktów widzenia Europy Środkowej i Wschodniej - dodaje europoseł.

W jego ocenie dbanie przez państwa Europy Środkowej i Wschodniej o własne interesy i usamodzielnienie doprowadza UE "do szału". Przecież nikt nie lubi, jak ogranicza się jego władzę - podsumował Legutko.