Już w piątek informacje podawane przez "Gazetę Wyborczą" zdementowało Biuro TK a prezes Przyłębska powiedziała, że "są całkowicie nieprawdziwe i wzbudzają one co najwyżej niesmak".

"Prezes Trybunału Konstytucyjnego pani Julia Przyłębska złoży doniesienie do prokuratury w sprawie publikacji >Gazety Wyborczej< i dziennika >Fakt< zawierających nieprawdziwe informacje dotyczące jej rzekomych powiązań ze służbami specjalnymi" - poinformował w sobotę Koman.

"Gazeta Wyborcza" napisała w piątek, że prezes TK Julia Przyłębska oraz wiceprezes TK Mariusz Muszyński są "prowadzeni przez służby i zostali ulokowani w TK, by podporządkować go interesom władzy". Według gazety, Trybunałem Konstytucyjnym "kierują były oficer służb i jego współpracownica". "Według dwóch relacji ludzi wywiadu Mariusz Muszyński w trakcie pracy w konsulacie w Berlinie złożył wniosek o przekwalifikowanie Julii Przyłębskiej na >osobowe źródło informacji<" - podała "GW".

"GW" napisała także o mężu prezes TK - ambasadorze Andrzeju Przyłębskim, który według dziennika w 1979 r. "na współpracę z SB zgodził się jako student, bo bał się, że nie dostanie paszportu; potem nie wywiązywał się z zadań i bezpieka relacje zamknęła", następnie "został zwerbowany jako specjalista-kontakt operacyjny" na początku lat 90. przez UOP. "O wciągnięciu małżeństwa Przyłębskich do sieci współpracowników wywiadu dowiedzieliśmy się od kilku informatorów związanych ze służbami. Twardych dowodów opartych na dokumentach nie jesteśmy w stanie przedstawić. (...) Ale są dowody pośrednie" - napisał dziennik.

W sobotę do tematu wrócił "Fakt". W tekście pod tytułem "Agenci wywiadu na czele Trybunału?" powołał się na doniesienia "GW". Przytoczył też słowa swojego informatora, że "Agencja Wywiadu powinna błyskawicznie wydać komunikat, że prezes Przyłębska nie jest współpracownikiem". "Ulokowanie byłego oficera i jego agentki w Trybunale Konstytucyjnym jest zastanawiające" - cytuje jego słowa.

Do publikacji "GW" już w piątek odniosła się prezes TK. Oceniła, że jest to próba dezorganizowania pracy TK, która "wpisuje się w ciąg szkalujących Trybunał działań różnych mediów".

- Jeszcze raz podkreślę, że informacje te są całkowicie nieprawdziwe. Nie ma sytuacji, żeby służby specjalne przejmowały wymiar sprawiedliwości. Jestem zbulwersowana ciągłymi próbami dyskredytowania TK, co ma się przełożyć na jego złą pracę. Uspokajam. Tego nie ma. Te wszystkie nagonki w żaden sposób nie wpływają na jakość mojej pracy i pracy moich kolegów. Chcę wszystkich uspokoić, że wzbudzają one co najwyżej niesmak, a nie zdenerwowanie - powiedziała Przyłębska w telewizji wPolsce.pl, cytowana na portalu wpolityce.pl.

Jak zaznaczyła "takie zdarzenia nie miały miejsca, nie wiem, jakie osoby miały nas nadzorować". "Jeśli >GW< dotarła do jakichś dokumentów, to powinna te dokumenty ujawnić. Jeśli nie, to w ogóle nie miała prawa o czymś takim pisać, ponieważ jest to już pomówienie" - wskazała.

W sierpniu IPN zdecydował, że nie skieruje do sądu sprawy oświadczenia lustracyjnego ambasadora Polski w Berlinie Andrzeja Przyłębskiego, tym samym oczyszczając go z zarzutu kłamstwa lustracyjnego - zatajenia związków z SB. Przyłębski podpisał zobowiązanie do współpracy, ale Instytut uznał, że nie współpracował on ze służbami PRL-u.