Trybunał Konstytucyjny orzekł we wtorek, że ustawa o Sądzie Najwyższym, w zakresie dotyczącym regulaminu wyboru kandydatów na I prezesa SN, jest częściowo niekonstytucyjna. Według TK zasady wyłaniania kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego powinna określać ustawa o SN, a nie wewnętrzny regulamin SN. Nakazał dostosowanie ustawy do wyroku. Nie zakwestionował aktu powołania obecnej I prezes SN Małgorzaty Gersdorf.

Arkadiusz Mularczyk (PiS) pytany w TVN24 o to rozstrzygnięcie ocenił, że cały tryb powołania i wyboru I prezesa Sądu Najwyższego jest niekonstytucyjny. Jak dodał, powstaje pytanie czy prezydent Bronisław Komorowski, powołując obecną prezes SN Małgorzatę Gersdorf nie powinien był zweryfikować tej procedury.

Jego zdaniem należało sprawdzić, czy sposób przedstawiania kandydatów na to stanowisko przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego było zgodne z prawem. Prezydent Komorowski mógłby być w tej sprawie pociągnięty do odpowiedzialności - ocenił poseł PiS. Jak dodał, były prezydent mógł nie znać przepisów regulujących tę kwestię, ponieważ nie były one nigdzie opublikowane.

Z kolei zdaniem Kamili Gasiuk-Pihowicz (Nowoczesna) wtorkowy wyrok Trybunału Konstytucyjnego to podkładka do tego, aby dokonać pewnych zmian w prawie. W jej ocenie, PiS chciałby przesunąć decyzję o wyborze I prezesa TK w stronę większości parlamentarnej. Posłanka zauważyła, że obecne przepisy regulujące tę kwestię obowiązywały przez kilkanaście lat. Jak dodała PiS dopiero teraz zwrócił na nie uwagę, ponieważ Małgorzata Gersdorf stoi na straży niezależności wymiaru sprawiedliwości i brała udział w protestach przeciwko reformie sądownictwa.

O obecną procedurę wyboru I prezes TK został też spytany w TVN24 rzecznik Sądy Najwyższego, sędzia Michał Laskowski. Ocenił, że w regulaminie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego nie ma niczego, co należałoby ukrywać. Zapewnił, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami.

Na uwagę, że regulamin nie był jawny, odparł, że nie był on też tajny. Ktokolwiek by chciał się z nim zapoznać, mógł to zrobić. Zainteresowanie było mizerne - podkreślił.

Dopytywany o wtorkowe orzeczenie TK ocenił, że przedstawione w nim rozumowanie nie dotyczy tylko Małgorzaty Gersdorf. To rozumowanie mówi: +jeśli nawet były jakieś błędy przy powołaniu sędziego Trybunału, to nie ma to większego znaczenia w sytuacji, w której prezydent powołał zgodnie ze swoimi uprawnieniami+. Myślę że tak trzeba odbierać to orzeczenie. To rozumowanie powoduje, że te problemy przestają istnieć i myślę, że to jest najważniejsze - tłumaczył rzecznik. Według Laskowskiego pożytek z tego orzeczenia wynika też dla tzw. sędziów dublerów czy sędzi Julii Przyłębskiej.

TK podzielił we wtorek wniosek posłów PiS, że konstytucję narusza zapis ustawy o SN, powierzający określenie zasad wyboru kandydatów regulaminowi Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego - podczas gdy powinny one być uregulowane w ustawie. TK podkreślił też, że ZO SN nie podjęło uchwały w sprawie wyłonienia kandydatów na I prezesa SN i przedstawienia ich prezydentowi RP, co - jak dodano - zgodnie z prawem powinno mieć miejsce.

Za "faktyczne złamanie prawa" przez ZO SN - przy powołaniu na sześcioletnią kadencję obecnej I prezes SN prof. Małgorzaty Gersdorf w 2014 r. przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego - TK uznał przekazanie nazwisk kandydatów w piśmie przewodniczącego ZO SN, zamiast w uchwale ZO.

Trybunał stwierdził niekonstytucyjność zapisów ustawy o SN upoważniających ZO SN do uregulowania procedury wyboru kandydatów na stanowisko I prezesa SN w drodze aktu wewnętrznego - regulaminu ZO. Jako niekonstytucyjną ocenił też samą uchwałę ZO SN w sprawie regulaminu. Za konstytucyjny uznał zaś zapis ustawy o dokonywaniu przez ZO SN wyboru dwóch kandydatów na I prezesa i przedstawianie ich prezydentowi.