Projekt PiS wprowadzający zmiany w Kodeksie wyborczym, a także w ustawach: o samorządzie gminnym, samorządzie powiatowym i o samorządzie województwa, wpłynął do marszałka Sejmu w miniony piątek. Przewiduje m.in. dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, zniesienie JOW-ów w wyborach do rad gmin, a także zniesienie możliwości wyborów dwudniowych i rezygnację z głosowania korespondencyjnego.

Zdaniem prezesa PSL, przedstawiciele partii rządzącej wybiórczo poinformowali o treści proponowanych zmian w ordynacji.

To jest zbójecka ordynacja, obłudne działanie, oszukujące naszych rodaków, niszczące Polskę samorządową. To jest rozbiór Polski samorządowej, opartej na zasadzie pomocniczości, którą budowaliśmy wszyscy – niezależnie z jakiej partii, najwięcej z komitetów bezpartyjnych. Budowaliśmy nasze małe ojczyzny; było to możliwe dzięki współpracy, porozumieniu – mówił dziennikarzom Kosiniak-Kamysz.

W jego ocenie ordynacja jest „ustawianiem przez PiS warunków pod siebie”. - PiS wprowadza takie rozwiązania, które umożliwią im wygranie wyborów, bo nie są w stanie w walce fair play wygrać tych wyborów – podkreślił prezes PSL.

Jego zdaniem PiS chce wprowadzić złe rozwiązania „przykryte piękną warstwą lukru”. - Na początku w tej ustawie mamy opisane zwiększenie kompetencji radnych, dyskusje nad stanem gminy, powiatu, województwa z udziałem obywateli, czy budżety obywatelskie. Z tym nie ma problemu – powiedział Kosiniak-Kamysz. Jednocześnie zauważył, że wszystko, co najważniejsze jest opisane na kolejnych stronach.

Najbardziej kontrowersyjne zmiany – zdaniem prezesa PSL – dotyczą kodeksu wyborczego. Te zmiany, jak ocenił, mogą oznaczać koniec wolnych wyborów.

Prezes PSL skrytykował m.in. sposób ustalania obwodów do głosownia na terenie gminu, które ma ustalić nie właściwa rada, tylko powiatowy komisarz wyborczy, bez odpowiedniej opinii tej rady.

Kosiniak-Kamysz uważa, że preferencja małych okręgów wyborczych na wszystkich szczeblach samorządu (od trzech do siedmiu mandatów), może ograniczyć wpływ obywatela na wybory. „Może dojść do tego, że 30, 40, a może nawet 50 proc. głosów zostanie zmarnowanych. Czyli jaki wpływ będzie miał obywatel, który oddaje głos i nie chce wybierać między PiS-em i anty-PiS-em, na rzeczywistość na poziomie powiatowym czy regionalnym?” – zastanawiał się prezes PSL.

PSL krytykuje także odejście, po 2019, od sędziowskiego składu PKW. Obecnie w skład PKW wchodzi 3 sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wskazanych przez prezesa TK, 3 sędziów Sądu Najwyższego, wskazanych przez Pierwszego Prezesa SN oraz 3 sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, wskazanych przez Prezesa NSA. Według propozycji PiS w skład PKW nadal ma wchodzić 9 osób, ale TK i SN wskażą po 1 sędzim, natomiast 7 wybranych zostanie w Sejmie.

Taki skład komisji wyborczej Kosiniak-Kamysz porównał do komisji funkcjonującej w latach 1946-1952.

To jest mocne porównanie, ale wtedy też było sześciu przedstawicieli klubów parlamentarnych i dwóch, czy jeden przedstawiciel sądownictwa. Teraz ma być siedmiu przedstawicieli Sejmu, w tym trzech przedstawicieli największej partii politycznej, czyli jeszcze większy wpływ (partii) niż miało to w latach 46-52, a przypomnę że wtedy doszło do największego fałszerstwa wyborczego w Polsce – mówił prezes PSL.

W jego ocenie szef Krajowego Biura Wyborczego, powołany przez PKW na okres siedmiu lat spośród kandydatów zgłoszonych przez prezydenta RP, Sejm i Senat oznacza, że szefem Biura Wyborczego PKW będzie przedstawiciel PiS.

Nie do przyjęcia - zdaniem prezesa PSL - jest powołanie komisarzy wyborczych przez PKW, którzy będą ustalać okręgi wyborcze na poziomie województwa i powiatu. „To jest nie do przyjęcia. Jedna osoba nie jest w stanie tego zrobić. Czym ona się będzie posiłkowała? Biurem politycznym jednej partii albo urzędami centralnymi” – mówił polityk. Zwrócił uwagę, że dziś funkcje komisarzy wyborczych pełnią sędziowie, a po zmianie prawa wystarczy, że to będą magistrowie prawa.