Kamera TVN24 pokazywała, co dzieje się w Sejmie przed najważniejszymi głosowaniami dnia. Posłowie różnie czekali na rozpoczęcie procedury - marszałek Ryszard Terlecki przeglądał sieć na smartfonie. Tymczasem prezes PiS, Jarosław Kaczyński czytał w ławach sejmowych przewodnik po swoich ulubionych zwierzętach, czyli "Atlas kotów. Dzikie i domowe" wydany przez Ringier Axel Springer Polska.

Sprawę skomentowała już rzecznik PiS. Beata Mazurek napisała na Twitterze, by lektura, którą czytał prezes partii zachęciła ludzi do wsparcia schronisk.

"Użyjcie Google... i mózgu"

Historię opisały także zagraniczne agencje, a za nimi światowe media.

"Najbardziej wpływowy polski polityk został przyłapany na czytaniu książki o kotach podczas piątkowego posiedzenia parlamentu" – napisała  też amerykańska agencja Associated Press. I przypomina, że Kaczyński sam miał koty, dwa – pomagał także bezdomnym zwierzętom. "Ta cecha nieco łagodzi wizerunek człowieka znanego z charakternego politycznego popędu".

Wśród mediów był także "Daily Sabah" z Turcji. Tyle, że dziennikarze portalu pomylili Jarosława Kaczyńskiego z nieżyjącym bratem. W efekcie tekst zilustrowany został fotografią Lecha Kaczyńskiego, co wypatrzył poseł PiS Dominik Tarczyński.

"Nie macie pojęcia o Polsce i naszych politykach. Na zdjęciu jest Lech Kaczyński, nasz Prezydent, który zginął w katastrofie lotniczej (Smoleńsk, Rosja 2010). Użyjcie Google... i mózgu" - napisał na TT.

Tymczasem sam atlas trafił na aukcję charytatywną. Jak poinformowało na Twitterze Prawo i Sprawiedliwość, książka wraz z osobistą dedykacją została przekazana krakowskiemu Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami, a pieniądze z jej sprzedaży mają być przeznaczone na zakup aparatu USG.