Grzegorz Kowalczyk: Co dla polskiej rzeczywistości politycznej oznacza zmiana na stanowisku premiera?

Jan Grabiec: Trudno powiedzieć, bo należałoby najpierw spytać nowego prezesa rady ministrów o różnicę między obecnym gabinetem a rządem Beaty Szydło. Inaczej mówiąc, byłoby to pytanie, które premier Szydło zadawała w zeszłym tygodniu – „dlaczego chcecie mnie odwołać?”. Politycy PiS nie odpowiedzieli na nie. Nie odpowiedział również premier Morawiecki. A szkoda, bo to fundamentalna kwestia dla całej reszty tej kadencji.

Zmiana zaostrzy spór polityczny?

O kursie politycznym decyduje Jarosław Kaczyński – politycy PiS przyznają to wprost. Zatem zmiana osoby premiera niczego nie wniesie. Mamy do czynienia z domykaniem systemu autorytarnego. Po przejęciu władzy nad niezależnym sądownictwem, PiS będzie starał się przejąć kontrolę nad mediami, a później wpłynąć na proces wyborczy, manipulując ordynacją. To działanie zbliżone do Białorusi czy Turcji. Od premiera Morawieckiego formalnie wiele zależy, jednak jeśli będzie stosował dotychczasową taktykę Beaty Szydło, polegającą na ślepym wykonywaniu poleceń Jarosława Kaczyńskiego, to trudno mówić o jakiejś samodzielności.

Jednak premier Mateusz Morawiecki ma szansę stać się następcą prezesa PiS. Z drugiej strony wciąż jest nową postacią w polskiej polityce. W razie ewentualnego spadku notowań można będzie powiedzieć, że to wina pojedynczego technokraty-eksperta, a nie całego ugrupowania.

Wszyscy wiedzą, że zmiana premiera to osobista decyzja Jarosława Kaczyńskiego. Nie da się więc później powiedzieć – „to nie nasza wina, tylko tego pana historyka, który był prezesem banku”. Prezes Kaczyński zaryzykował i wystawił na szwank własny autorytet. Jeśli misja premiera Morawieckiego się nie powiedzie, będzie to oznaczać, że prezes Kaczyński stracił słuch polityczny i nie potrafi zarządzać własną partią i państwem. To gra o wysoką stawkę. Nie sądzę, żeby sukcesja Mateusza Morawieckiego jako przywódcy PiS była możliwa. Myślę, że w PiS jest zbyt wiele środowisk istniejących tam od lat i zainteresowanych przejęciem władzy. Nie pozwolą one na to, aby wyprzedził ich ktokolwiek z zewnątrz. Frakcje walczące ze sobą w rządzie Beaty Szydło będą rywalizować również w gabinecie Mateusza Morawieckiego. Wykorzystają każde potknięcie premiera, aby udowodnić, że to niewłaściwa osoba na tym stanowisku. Polityczna wojna w PiS będzie się zaostrzać.

Premier Mateusz Morawiecki jako były prezes banku ze znajomościami w światowej gospodarce, wynegocjuje lepsze warunki w nowej unijnej perspektywie budżetowej?

Osobiste relacje mogą mieć wpływ na porozumiewanie się z przedstawicielami innych państw, ale nie wtedy, gdy chodzi o pieniądze. Wówczas rozgrywane są twarde interesy i najważniejsza jest pozycja negocjacyjna danego państwa. Jeśli polski rząd jest postrzegany jako oddalający Polskę od Unii i przygotowujący się do Polexitu, to żadne państwo nie będzie chciało zwiększać zaangażowania finansowego wspólnego budżetu w Polsce. Jeśli Mateusz Morawiecki nie przekona, że jesteśmy na serio zainteresowani dalszą integracją europejską, pozytywnych efektów tych negocjacji nie będzie.

Premier już zapowiedział wstrzymanie wycinki Puszczy Białowieskiej. To ukłon w stronę Unii?

To nie wystarczy. Musieliby zrezygnować z podporządkowania partyjnego polskiego sądownictwa. Należałoby zmienić retorykę dotyczącą uchodźców czy kwestii reform ustrojowych wewnątrz samej Unii. Wiemy jednak, że zdanie prezesa Kaczyńskiego na te tematy jest precyzyjne i zupełnie inne od oczekiwań naszych europejskich partnerów. Dlatego wydaje się, że PiS wyprowadza Polskę z Unii. A to nie rokuje dobrze również w negocjacjach finansowych.

Sejm przegłosował ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS. Czy możliwe są tak liczne manifestacje jak te wakacyjne?

Wszystko zależy od Polaków, ale mam przeczucie, że wielu z nich jest zawiedzionych. W lipcu setki tysięcy ludzi wyszło manifestować. Prezydent zawetował ustawę i obiecał, że nie wrócą one w tej samej postaci. Dziś widać, że prezydent zdradził tych ludzi i nie zmienił polityki. Podporządkował się dyktatowi ministra Zbigniewa Ziobry i prokuratora Piotrowicza. Ten zawód może zdemobilizować Polaków. Nie chcę być jednak prorokiem, bo pamiętam, że wtedy też wielu osobom wydawało się, że jest po sprawie, a mimo to udało się doprowadzić do masowych protestów. Nie wiemy, jak będzie teraz, ale my ze swej strony zrobimy wszystko, aby zachować demokratyczne standardy. Chcemy, aby prezydent dotrzymał słowa, które dał Polakom i nam podczas spotkań w Pałacu Prezydenckim. Obiecał wówczas, że zawetuje ustawy, jeśli zostaną zmienione w Sejmie według oczekiwań Zbigniewa Ziobry. Czekamy na dotrzymanie obietnicy.

Czy gdy ustawy zaczną obowiązywać, PO wybierze do KRS swojego przedstawiciela?

Decyzje podejmiemy, gdy poznamy ostateczny kształt tych ustaw. Nie będziemy uprzedzać faktów.

Czy współpraca między Platformą Obywatelską a Nowoczesną wyjdzie poza Warszawę?

Chcielibyśmy nawiązać współpracę w jak największej liczbie miast. Najlepiej we wszystkich, powinniśmy wesprzeć tych samych kandydatów, którzy nie zawsze muszą być członkami Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej czy PSL – mogą to być również kandydaci niezależni. Ideałem byłoby wsparcie tych, którzy mają największe szanse na zwycięstwo i najlepszy program. Chcemy współpracować też w sejmikach, gdyż tutaj mniejsze ugrupowania polityczne po zmianie ordynacji wyborczej najwięcej stracą. Będziemy rozmawiać z opozycją parlamentarną i pozaparlamentarną.

Pozaparlamentarną? Np. z Razem?

Ze wszystkimi, którzy będą chcieli współpracować w zakresie samorządów. Wydaje się, że w wyborach samorządowych jest to łatwiejsze, gdyż decentralizacja państwa i przekazywanie kompetencji obywatelom to postulaty bliskie wielu środowiskom opozycyjnym. Dużo łatwiej byłoby dogadać się teraz niż przy wyborach parlamentarnych. To też ważny sprawdzian na naszą zdolność koalicyjną w przyszłości.