Szef MSZ został zapytany o wypowiedź prezydenta Rosji Władimira Putina, który na konferencji w ubiegłym tygodniu powiedział, że na pokładzie Tu-154M nie doszło do wybuchów. - Jeśli w samolocie były wybuchy - samolot skąd wyleciał, z Moskwy? Z Warszawy - to znaczy, tam je podłożono. Czy przedostali się rosyjscy agenci i podłożyli materiały wybuchowe, czy jak? Szukajcie w takim razie u siebie - powiedział Putin. Jak dodał: - Nie było tam żadnych wybuchów, to zostało zbadane przez ekspertów ze strony polskiej i z rosyjskiej.

Waszczykowski stwierdził, że "to jest stanowisko, które od lat znamy". - My odpowiadamy Rosji uczciwie: im dłużej przetrzymujecie wrak, im dłużej nie chcecie podjąć współpracy w śledztwie, aby wyjaśnić przyczyny katastrofy, tym bardziej dajecie powody, aby podejrzewać, że macie coś na sumieniu, że ta katastrofa wyglądała daleko, daleko inaczej, niż to pokazano w raporcie MAKu, i ukrywacie realne, rzeczywiste powody tej katastrofy. To jest nasze stanowisko  - powiedział minister.

Podkreślił, że aby sprawdzić przyczyny katastrofy lotniczej, "trzeba odzyskać szczątki samolotu i spróbować je złożyć ponownie". - Bez możliwości odbudowy tego wraku tej katastrofy pewnie się nie da odtworzyć, nie da sprawdzić przyczyn - powiedział Waszczykowski.

Szef MSZ dodał, że jego zdaniem prezydent Rosji o tym "doskonale wie". - Utrzymywanie tego wraku przez ponad 7 lat jest pewnym znakiem zapytania, dlaczego to Rosjanie robią  - powiedział minister.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka oraz ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Polska delegacja zmierzała na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.