- Mam nadzieję, że na ósmą rocznicę ten raport techniczny już będzie zawierał podstawowe elementy tego wyjaśnienia - powiedział Macierewicz w wieczornym wywiadzie w TV Republika. Jak stwierdził zapewne nie będzie to całościowy raport, choćby ze względu na to, że nie zdoła się przeprowadzić wszystkich ekshumacji ofiar katastrofy.

Według ministra to, co stało się pod koniec grudnia pod Mińskiem Mazowieckim, gdy MiG29 lądując awaryjnie ściął kilkaset drzew i pilot wyszedł z tego wypadku bezpiecznie dla siebie i bez całkowitego rozbicia maszyny, ma odniesienie do katastrofy smoleńskiej. Zaznaczył, że nie ma mowy o tym, że to był taki sam wypadek, bo taki sam nie był.

- To trasa kilkuset metrów i kilkaset drzew, z których niektóre były nie mniejsze, niż pancerna brzoza, samolot był sześciokrotnie lżejszy - mówił Macierewicz o wypadku wojskowego samolotu pod Mińskiem Mazowieckim.

Według Macierewicza efekt wydarzenia z samolotem wojskowym jest oczywisty i naoczny i "dezawuuje raz na zawsze tę absurdalną historyjkę, że pod Smoleńskiem gigantyczny, pancerny samolot, bo to była konstrukcja niesłychanie silna, został zniszczony przez jedną brzozę o objętości 30-35 czy 40 cm".

- Absurdalność tej tezy jest równa absurdalności tezy, że samolot na wysokości 6 metrów obrócił się dookoła własnej osi na plecy - samolot, który ma rozpiętość skrzydeł blisko 40 metrów, a na wysokości 6 metrów obrócił się do góry nogami - powiedział Macierewicz. - To są absurdy, które pomimo swojej absurdalności nadal są podtrzymywane - dodał.

Zaznaczył, że nie ma jasności, czy Tu154M rzeczywiście dotykał tych drzew, czy były to części z rozpadającego się na skutek eksplozji samolotu.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu154M pod Smoleńskiem zginęło 96 osób - wśród nich prezydent Lech Kaczyński, którzy mieli uczcić 70. rocznicę zbrodni katyńskiej.

Powołana w lutym 2016 r. przez Macierewicza podkomisja smoleńska, przedstawiła 10 kwietnia 2017 r. swoje wnioski z badania katastrofy. Według podkomisji, samolot został rozerwany eksplozjami w kadłubie, centropłacie i skrzydłach, a destrukcja lewego skrzydła rozpoczęła się jeszcze przed przelotem nad brzozą.

W latach 2010-11 katastrofę smoleńską zbadała Komisja Badania Wypadków Lotniczych, której przewodniczącym był ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller. W opublikowanym w lipcu 2011 r. raporcie, komisja Millera stwierdziła, że przyczyną katastrofy było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, a w konsekwencji zderzenie samolotu z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji maszyny. Komisja wskazała też na nieprawidłową pracę kontrolerów ze Smoleńska. Podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu.

Zdaniem szefa MON, instytucje państwowe, które wcześniej badały katastrofę smoleńską, nie dopełniły podstawowych obowiązków, a decyzje w tej sprawie miały charakter polityczny.