Wśród tych, którzy na zmianach w rządzie zyskali najwięcej, politycy i media wymieniają Andrzeja Dudę, Mateusza Morawieckiego i Jarosława Gowina. Ale najbardziej zyskał lider PiS. Opozycja może zgrzytać zębami z bezsilnej złości, lecz jeśli Jarosław Kaczyński zdecyduje się teraz na przedterminowe wybory, to nie będzie go w stanie zablokować.

Niemożliwe? A jednak - wystarczy, że PiS będzie trzymał się konstytucyjnych przepisów, by taka możliwość pojawiła się w ciągu trzech tygodni. Zgodnie z ustawą zasadniczą budżet powinien opuścić parlament po czterech miesiącach od złożenia - czyli do końca stycznia. Jeśli ten termin nie zostanie dotrzymany, prezydent może rozwiązać parlament.

W środę budżet został przegłosowany przez Sejm i trafił do Senatu, który ma 20 dni na wprowadzenie poprawek, do których będą musieli się odnieść posłowie. Jeśli decyzje parlamentarzystów zapadną w ostatnich możliwych terminach, budżet trafi do prezydenta już w lutym –-tym samym dając mu możliwość rozpisania przedterminowych wyborów. Dotychczas ustawa budżetowa była uchwalana w grudniu, do Senatu trafiała na początku stycznia, w połowie miesiąca ostatecznie kończył nad nią prace Sejm. To dawało dwa tygodnie zapasu - zauważa senator Marek Borowski, który pierwszy zwrócił uwagę na możliwość przyspieszenia wyborów. Gdyby Kaczyński zdecydował się na taki scenariusz, to głosowanie powinno odbyć się najdalej w ciągu 45 dni, czyli do końca marca.

Szansa na dobry wynik

Choć gra na wcześniejsze wybory byłaby zgodna z prawem, to jednak nie byłaby zgodna z duchem konstytucji. Bo groźba rozpisania głosowania z powodu nieuchwalenia budżetu została do niej wpisana, by plan dochodów i wydatków państwa nie stał się przedmiotem przedłużającej się batalii rządu z opozycją – mówi konstytucjonalista dr hab. Ryszard Piotrowski. O takim konflikcie w tym parlamencie nie ma mowy, bo ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego panuje nad sytuacją.