Tygodnik przypomina, że jesienią 2016 roku, kiedy tysiące ludzi wyszły w Polsce na ulice w proteście przeciwko zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej, solidaryzowało się z nimi wielu polityków opozycyjnych, chętnie wykorzystując ten protest jako "scenę polityczną".

Obecnie wątpi się jednak w Polsce, czy przedstawicielom Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej rzeczywiście leżała na sercu sprawa kobiet – pisze "Spiegel" przypominając, że do komisji sejmowej trafił tylko projekt obywatelski, przewidujący zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej, i że stało się to "z winy obu dużych partii opozycyjnych".

"Spiegel" przypomina, że mimo dyscypliny partyjnej troje posłów PO było przeciw, a 29 nie wzięło udziału w głosowaniu oraz że jeden poseł Nowoczesnej był przeciw, a 10 nie głosowało. "W ten sposób parlamentarzyści obu tych partii, uważających się za liberalne, okazali się bardziej konserwatywni niż wszechmocny prezes PiS Jarosław Kaczyński, który wraz z innymi posłami PiS głosował za przyjęciem tego projektu". W PiS wskazywano, że projekt został wniesiony przez obywateli i zasługuje na to, żeby omówić go w komisji – akcentuje tygodnik.

"Spiegel" pisze, że "w opozycji postępowanie jej własnych posłów wywołało trzęsienie ziemi" i odnotowuje konsekwencje wyciągnięte wobec nich przez władze partyjne. Zwraca też uwagę, że troje posłów - "trzy znane twarze Nowoczesnej": Joanna Scheuring-Wielgus, Joanna Schmidt i Krzysztof Mieszkowski – zawiesiło swoje członkostwo w tej partii.

"Niemało polskich obserwatorów mówi już o końcu obu tych partii opozycyjnych" - odnotowuje tygodnik. "Spiegel" jest zdania, że "taka przepowiednia może być nieco przedwczesna", ale że "najnowszy kryzys pokazuje, dlaczego narodowo-konserwatywny PiS góruje w sondażach nad opozycją mimo swej kontrowersyjnej polityki".

"Ani Platforma Obywatelska, ani Nowoczesna nie oferują wyborcom idei i wartości" – cytuje "Spiegel" dyrektora Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lasalle’a we Wrocławiu Michała Syskę.

Tygodnik odnotowuje też opinię Syski, który zwrócił uwagę, że ani PO, ani Nowoczesna nie przedstawiły własnych projektów reformy sądownictwa, "której zdecydowanie chce ludność".

Problemem opozycji w Polsce jest nie tylko brak propozycji – pisze "Spiegel", zauważając, że członkowie partii opozycyjnych często też zmieniają zdanie. "I tak przewodniczący PO Grzegorz Schetyna raz wzywa do przyjmowania uchodźców, a innym razem do nieprzyjmowania" – odnotowuje. Zwraca też uwagę, że wprowadzony przez PiS popularny program 500+ obie partie opozycyjne "raz chcą rozbudować, a innym razem ostrzegają z kolei przed jego kosztami".

"Stałym elementem w opozycji jest tylko dyskredytowanie Kaczyńskiego i jego PiS jako faszystów i dyktatorów. Ale w ten sposób nie da się pozyskać głosów wyborców" – uważa Syska.

"Spiegel" zwraca też uwagę na kwestię przywództwa w PO i Nowoczesnej. Pisze m.in., że Schetynie "brakuje charyzmy" i że Ryszard Petru "zdyskredytował się", lecąc na "miłosny urlop" z Joanną Schmidt w czasie, kiedy blokowana była sala plenarna Sejmu. Odnotowuje też wypowiedź nowej szefowej Nowoczesnej, Katarzyny Lubnauer, tłumaczącej "tę najnowszą klęskę" tym, że partia ta jest w Sejmie dopiero od dwóch lat i dlatego wielu jej posłów nie wiedziało, co w ogóle znaczyło tamto głosowanie w sprawie skierowania do komisji obywatelskiego projektu ustawy.

"Spiegel" pisze na zakończenie: "cieszyć może się tylko PiS. Partia ta nadal bez większego oporu przebudowuje Polskę według własnych wyobrażeń i może jedynie potknąć się o własne nogi". To ostatnie zdaniem tygodnika przynajmniej nie jest wykluczone – bo to, że PiS w żadnym razie nie jest homogenicznym tworem, pokazują najnowsze zmiany w rządzie: "wielu w tej partii za afront uznało odwołanie dogmatyków takich jak Antoni Macierewicz".