Czaputowicz pytany w piątek w radiu RMF FM o relacje polsko-izraelskie przyznał: "obecnie są one napięte". - Polska stoi na stanowisku, że ma rację, że należy walczyć z kłamstwem oświęcimskim i mówienie o polskich obozach, czy obciążanie państwa polskiego odpowiedzialnością za Holokaust jest tego typu działalnością, którą trzeba wyeliminować - mówił Czaputowicz.

Szef MSZ odnosząc się do zarzutu, że nowela ustawy o IPN wprowadza cenzurę na badania historyczne, podkreślił, że ustawa w jednym z artykułów wyraźnie wskazuje, że nie dotyczy badań historycznych i działalności artystycznej. - Trzeba spokojnie przekonywać, że nasze intencje są dobre, że zapisy ustawy są prawidłowe - podkreślił.

Minister odniósł się także do informacji, że wizyta szefa BBN Pawła Solocha w Izraelu została przełożona. - Jeżeli są dyskusje między państwami, bo takie są, ma zostać powołana - miejmy nadzieję, że będzie - wspólna komisja historyczna do analizy tego problemu, (to) być może rzeczywiście wizyta szefa BBN-u w tym okresie gorącym nie byłaby właściwa, należałoby ją przenieść - oświadczył Czaputowicz.

Szef dyplomacji odniósł się także do oświadczenie Departamentu Stanu USA na temat nowelizacji ustawy o IPN. - Przyjmujemy to do wiadomości, ale podtrzymujemy nasze stanowisko. Uważam, że jest szansa do rozmowy i oparciu naszych relacji na prawdzie, na wyjaśnieniu naszego stanowiska, na rozwianie wszystkich wątpliwości, bo uważam, że mamy rację - podkreślił minister. Wyraził też pogląd, że w sprawie noweli ustawy o IPN jest "problem w komunikacji".

Departament Stanu USA wezwał w środę wieczorem stronę polską do przeprowadzenia ponownej analizy ustawy o IPN z punktu widzenia jej potencjalnego wpływu na zasady wolności słowa i "naszej zdolności do pozostania realnymi partnerami". "Jesteśmy zaniepokojeni konsekwencjami projektu tej ustawy; jeśli weszłaby ona w życie mogłoby to wpłynąć na strategiczne interesy Polski i jej stosunki - ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem włącznie" - podkreślono w nocie.

Czaputowicz był pytany, czy czuje wsparcie od szefa Rady Europejskiej, b. premiera Donalda Tuska. "Z mojej perspektywy, ministerstwa spraw zagranicznych, on reprezentuje inną organizację, nie uczestniczy w bieżącej polityce i nie ma też takich oczekiwań" - odparł szef MSZ. Zaznaczył jednocześnie, że zna wypowiedź Tuska na Twitterze, która w jego ocenie była niefortunna.

Tusk odnosząc do przegłosowanej przez Senat nowelizacji ustawy o IPN, napisał w czwartek na Twitterze: "Kto rozpowszechnia kłamliwe sformułowanie o +polskich obozach+, szkodzi dobremu imieniu i interesom Polski. Autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd. A więc, zgodnie z ustawą...".

Szef polskiej dyplomacji pytany, kiedy zostanie powołany polski ambasador w Izraelu, tłumaczył, że procedura w tej sprawie trwa i jest to kwestia kilku miesięcy. - Dyskutuje się różnych kandydatów, musimy mieć zgodę państwa przyjmującego. Praktyka dyplomatyczna mówi, że dopóki jej nie ma, nie udzielamy informacji - dodał.

Czaputowicz tłumaczył, że ustawa o IPN została uchwalona, ponieważ zdaniem polskiego rządu, "celowo fałszuje się historię, żeby obciążyć Polaków za winy, których nie dokonali". Jak wyjaśnił, tymi, którzy "celowo fałszują historię" są m.in. osoby mówiące o "polskich obozach".

- Walka o prawdę o Holokauście, to także walka o prawdę dotyczącą tych obozów, które tu były i roli Polaków. Nie można przerzucać winy, my musimy karać prawdziwych sprawców tych czynów. I się nigdy nie zgodzimy na to, żeby odpowiedzialność przerzucać na Polskę, która była ofiarą, a nie sprawcą. To jest istota sprawy - podkreślił szef polskiej dyplomacji.

Dopytywany, czy Polski rząd jest w stanie wygrać spór z Izraelem, Czaputowicz zaznaczył, że widzi nadzieję na to, że Polska wyjdzie z tej sytuacji z twarzą. "Bo rzeczywiście to, co się dzieje potwierdza tylko to, że działamy prawidłowo, że jest ostatni dzwonek, żeby zmienić tę narrację" - dodał minister SZ.

- Ja chcę powiedzieć jedną rzecz: odróżnijmy dwie rzeczy - proceduralną od istoty sprawy - mówił Czaputowicz. - Istota sprawy jest taka, że - także w Izraelu - część wpływowej opinii publicznej mówi, że były polskie obozy śmierci, że Polska odpowiada za Holokaust. I to jest istota sprawy - podkreślił szef MSZ. Według niego "mamy spór merytoryczny, czy my się na to zgodzimy, czy nie". - I to jest najważniejsza rzecz. A reszta to jest sprawa proceduralna - dodał.

Na uwagę, że dysproporcja w przedstawianiu swoich racji pomiędzy Polską a Izraelem jest ogromna na naszą niekorzyść, przyznał, że "jest". Dopytywany jak to zmienić, powiedział: "nie wiem w jaki sposób".

Zgodnie z nowelizacją ustawy o IPN, którą poparł w czwartek Senat, każdy kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne - będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech. Taka sama kara grozi za "rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni".

Za działanie nieumyślnie sprawca podlegałby karze grzywny lub ograniczeniu wolności. Nie byłoby przestępstwem popełnienie tych czynów "w ramach działalności artystycznej lub naukowej". Nowy przepis ma się stosować do obywatela polskiego oraz cudzoziemca - "niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu". Śledztwo z urzędu wszczynałby prokurator IPN; wyrok podawano by do publicznej wiadomości.

Ustawa zakłada także możliwość wytaczania za takie sformułowania jak "polskie obozy śmierci" procesów cywilnych, m.in. przez organizacje pozarządowe i Instytut Pamięci Narodowej. Odszkodowanie lub zadośćuczynienie będą przysługiwać Skarbowi Państwa.

W ustawie znalazły się także przepisy, które mają umożliwić wszczynanie postępowań karnych za zaprzeczanie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów (także zbrodniom tych ukraińskich formacji, które kolaborowały z III Rzeszą Niemiecką).

Do nowych przepisów krytycznie odniosły się władze Izraela, m.in. premier Benjamin Netanjahu. W niedzielę doszło do rozmowy telefonicznej premiera Mateusza Morawieckiego z szefem izraelskiego rządu, podczas której premierzy mówili o tym, że dialog historyczny będzie się odbywał w specjalnych zespołach. W czwartek premier Morawiecki powołał zespół ds. dialogu prawno-historycznego z Izraelem, na którego czele stanął wiceszef MSZ Bartosz Cichocki.Czaputowicz pytany w piątek w RMF FM o tę wypowiedź szefa PiS powiedział: "Czuję się eksperymentem w tym sensie, że rzeczywiście dostałem propozycję objęcia tego stanowiska (szefa MSZ) dzień przed nominacją".

Czaputowicz: Dostałem propozycję objęcia stanowiska szefa MSZ dzień przed nominacją

Pod koniec stycznia prezes PiS Jarosław Kaczyński przyznał w wywiadzie dla "Gazety Polskiej", że miał nadzieję, iż resortem spraw zagranicznych pokieruje inna osoba niż Jacek Czaputowicz. - Niestety, niemal w ostatniej chwili wycofała się z pełnienia tej misji. Z tego punktu widzenia kandydatura pana ministra Czaputowicza jest pewnym eksperymentem, ale wierzę, że udanym - powiedział szef PiS.

Minister przyznał, że liczył, iż resortem dyplomacji pokieruje szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski. - Uważałem, że on byłby najlepszym kandydatem - powiedział Czaputowicz. - Ja byłem wcześniej wiceministrem, zastępowałem wielokrotnie ministra i w sposób naturalny, z mojej perspektywy, zmieniłem gabinety - dodał.

Czaputowicz mówił też, że po objęciu funkcji ministra, spotkał się ze swoim poprzednikiem Witoldem Waszczykowskim. - Mieliśmy trzygodzinną rozmowę, przekazał mi różne swoje uwagi, za co jestem mu wdzięczny (...). Rozmawiałem z nim telefonicznie niedawno, pytał się, czy może pomóc ws. Izraela, jesteśmy w stałym kontakcie - dodał.

Minister oświadczył, że ceni odważną politykę, którą prowadził Waszczykowski. - Czuję się jako kontynuator tej polityki, być może innymi metodami - dodał Czaputowicz.