Bielan pytany w piątek w radiu Zet jak ocenia ostatnie 5 tygodni w relacjach polsko-amerykańskich powiedział, że w ostatnich tygodniach w tych relacjach nastąpiły "pewne turbulencje", z których niebawem wyjdziemy.

Wicemarszałek Senatu przypomniał, że w tej chwili czekamy na orzeczenie TK w sprawie ustawy o IPN. Dopytywany, co w sytuacji, gdy Trybunał orzeknie, że jest to dobra ustawa Bielan odparł: Jeżeli (TK) orzeknie, że ustawa jest dobra, to pewnie nie będzie zmieniona, jeśli będzie inaczej to będziemy ją być może korygować - podkreślił.

Na pytanie, czy ostatnie kilka tygodni to "fatalny" czas dla rządzących wicemarszałek powiedział, że nie zgadza się z tym twierdzeniem. Jest wiele problemów, które trzeba rozwiązać, ale jak się rządzi to trudno oczekiwać, że zawsze będzie różowo - mówił Bielan.

Jak dodał, "oczywiście jest zbieg rozmaitych negatywnych okoliczności, praca premiera polskiego rządu i prezydenta to ciężka praca wymagająca stawienia czoła takim sytuacjom".

Dopytywany, czy nie uważa, że jest to najgorsza sytuacja rządu od dwóch lat Bielan odparł: nie przesadzajmy, naprawdę nie wpadajmy w histerię.

Tak jak rekordowe wyniki poparcia jeszcze miesiąc temu nie sprawiały, że nam uderzyła woda sodowa do głowy, tak jakiś spadek chwilowy nie sprawi, że będziemy załamywać ręce. Do wyborów jest jeszcze bardzo dużo czasu - podkreślił wicemarszałek Senatu.

Nowelizacja ustawy o IPN weszła w życie 1 marca. Zakłada ona m.in., że każdy, kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne, będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech. Taka sama kara grozi za "rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni". Nowela wywołała krytykę m.in. ze strony Izraela i USA.

Prezydent Andrzej Duda podpisał znowelizowaną ustawę 6 lutego, a następnie w trybie kontroli następczej skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent chce, by Trybunał zbadał, czy przepisy ustawy nie ograniczają w sposób nieuprawniony wolności słowa oraz przeanalizował kwestię tzw. określoności przepisów prawa.