- Takie słowa nie powinny padać. Źle się dzieje – mówił w Radiu ZET wiceszef klubu PiS pytany o słowa Krystyny Pawłowicz, które skierowała podczas prac komisji sejmowej do posłanki Nowoczesnej Kamili Gasiuk-Pihowicz.

- To źle, przykro mi z tego powodu, że nie wytrzymała nerwowo i puściła takie zdanie. Tych, których to wzburzyło – przepraszam – stwierdził Cymański. Podkreślił, że właśnie przez takie epizody, opinia publiczna ma złe zdanie o posłach.

Podczas prac komisji posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz powiedziała, że jej zdaniem pierwsze czytanie powinno odbywać się na posiedzeniu całego Sejmu, a nie komisji. "Zatem apeluję do polityków PiS także o to, aby mieli odwagę zmierzyć się z krytyką i opiniami na posiedzeniu Sejmu, a nie posiedzeniu komisji, która jest prowadzona przez pana prokuratora" - dodała. Na słowa Gasiuk-Pihowicz zareagowała Krystyna Pawłowicz (PiS). "Ja mam apel do tej części sali lewej, żeby opanowała chamstwo lewackie swojej przedstawicielki, która bez obrażania kogokolwiek nie potrafi po prostu mordy otworzyć swojej" - odpowiedziała posłanka Prawa i Sprawiedliwości. Piotrowicz zaapelował "o powściągliwość w wypowiedziach" posłów.

Cymański zapytany został również o głosowanie w sprawie obniżenia pensji poselskich. - Jestem wściekły, bo mi się to nie podoba, żeby było jasne. I nie tylko mnie. Uważam, że żeśmy się w takie teraz, cała sfera polityczna… Bo w politycznej walce, gdzie nawet o swoje pensje potrafimy się nawzajem chlastać jedni z drugimi... I to szaleństwo doprowadziło do tego, że sprawa zaszła w taki daleki teren, że prezes uznał, że jedynym wyjściem jest odwołanie się do starej maksymy łacińskiej: vox populi vox Dei. I ta decyzja nie budzi entuzjazmu. Nawet panowie tutaj, pan i pańscy koledzy, dziennikarze, mówią, że to jest bardzo kontrowersyjna decyzja – stwierdził.

Dodał, że to konsekwencja zarówno błędów PiS, jak i PO, która zrobiła "taką jazdę z tymi billbordami".