W rozmowie z portalem Onet.pl Aleksander Kwaśniewski stwierdził, że współpraca lewicy z Moniką Jaruzelską nie skończy się tak jak historia Magdaleny Ogórek. – To nie jest możliwe – stwierdził były prezydent.

Dopytywany, dlaczego tak uważa, odpowiedział, że projekt jej kandydowania z ramienia lewicy na prezydenta był "chybiony od samego początku".

- Ale przecież nie ja za tym głosowałem. Uważam, że coś podobnego nie może się więcej wydarzyć. Monika Jaruzelska poznała politykę z tej chyba najbardziej brutalnej strony. Bycie córką Wojciecha Jaruzelskiego w latach 80. to nie było łatwe brzemię, a ona dała sobie z tym radę. Mówimy o osobie, która ma bardzo wiele walorów osobistych i mocne życiowe doświadczenie – powiedział. Dodał, że jeśli ktoś tak jak Monika Jaruzelska z godnością przeżył pogrzeb swojego ojca, gdzie po jednej stronie alei stali zwolennicy generała, a po drugiej na grobach "jego przeciwnicy z obrzydliwymi okrzykami i z pluciem w jej stronę", to nie jest celebrytą, lecz ciężko doświadczonym człowiekiem.

- Zatem taka wolta, jaka miała miejsce z panią Ogórek, zupełnie SLD nie grozi. Co nie oznacza, że nie będzie różnic poglądów. Poza tym chciałbym, abyśmy przestali koloryzować te związki z lewicą pani Ogórek i zaczęli mówić o nich prawdę. To wcale nie były jakieś silne związki – wyjaśnił.

Pytany o to, jakie w takim razie były to związki, odpowiedział, że w kilku miejscach odbyła staż, poprowadziła jedną czy dwie imprezy polityczne lewicy i ku zaskoczeniu wszystkich została wyznaczona na kandydatkę w wyborach prezydenckich. - Od początku uważałem to za nieporozumienie i tak to się zresztą skończyło. SLD przyszło zapłacić za tę decyzję dużą cenę, którą płaci do dzisiaj. Partia straciła powagę także w swoim tradycyjnym elektoracie – mówił.