Były I prezes Sądu Najwyższego odniósł się w czwartek do środowej krytyki jego osoby przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę w "Faktach po Faktach".

- W 1981 roku "Solidarność" w sądach, w ramach Społecznej Rady Legislacyjnej w Krakowie, przygotowała zespół projektów ustaw, które doprowadziłyby do radykalnej zmiany całego polskiego sądownictwa - tłumaczył w czwartek w rozmowie z TVN24 profesor Strzembosz. I dodał, że "te projekty przeszły przez Okrągły Stół, w którym brał udział również pan Jarosław Kaczyński" i następnie "przyoblekły się w ustawy z 20 grudnia 1989 roku, które radykalnie zmieniły cały ustrój sądów w Polsce".

- Po pierwsze, rozwiązano dotychczasowy Sąd Najwyższy. Nowy od początku został wybrany przez Krajową Radę Sądownictwa, czyli przez reprezentację sędziów, kontrolowaną przez posłów i senatorów, przedstawiciela prezydenta, ministra sprawiedliwości, ale stanowiących mniejszość - kontynuował prof. Strzembosz. - Czyli ten nowy Sąd Najwyższy został wybrany przez organ, który przestał być organem politycznym. Bo przedtem decydował minister sprawiedliwości, po uzyskaniu pozytywnej opinii odpowiedniego szczebla Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - podkreślił.

Zaznaczył, że "tam też wprowadzono zasadę, że minister sprawiedliwości powołuje prezesa sądu spośród dwóch kandydatów, zgłoszonych przez Zgromadzenie Ogólne sędziów". - Odcięto zatem prezesa sądu od ministra jako takiego, który decyduje swobodnie o jego powołaniu i odwołaniu - uściślił profesor. Podkreślił również, że "w tej chwili pan Ziobro nie reformuje sądownictwa".

- Po prostu przywraca stan prawny sprzed 1989 roku. Krajowa Rada Sądownictwa stała się delegaturą ministra sprawiedliwości. Czyli powołanie na stanowisko sędziego czy jego awansowanie jest analogiczne jak to było przed 1989 rokiem, tylko nazwa instytucji się nieco zmieniła - stwierdził. - Prezesów sądów powołuje i odwołuje minister sprawiedliwości, nie muszą się oni liczyć z opinią środowiska, ona nie ma żadnego wpływu na ich nominację czy odwołanie. Natomiast są uzależnieni w pełni od ministra. Nie ma nawet kadencyjności powołania, czyli pan minister z wielkim zapałem wrócił do stanu PRL - skwitował.

Przy okazji zauważył też, że słowa szefa resortu sprawiedliwości o tym, że nie jest dla niego autorytetem, go "nie zabolały". - Ja mogę nie być autorytetem - stwierdził. - Autorytetem jest się lub nie ze względu na opinię tej osoby, która kogoś ocenia. To mnie nie zabolało, nie mam na swoim punkcie jakiegoś przesadnego wyobrażenia - podsumował.

"Strzembosz nie jest dla mnie autorytetem"

- Pan Strzembosz nie jest dla mnie autorytetem w zakresie systemu wymiaru sprawiedliwości. Uważam, że popełnił błędy, błądzi i w tych błędach trwa - mówił w środę w "Faktach po Faktach" minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

- Ludzie czasami trwają w błędzie, nawet jeśli są ludźmi, którzy mieli swoje zasługi wcześniej. Nasza reforma, tak spóźniona, jest m.in. z tego powodu, że wtedy nie została przeprowadzona, kiedy prof. Strzembosz miał wpływ na sądownictwo i mógł ją przeprowadzić - mówił w TVN24 minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Zdaniem Ziobry, prof. Strzembosz mógł wykorzystać swój autorytet po to, aby usunąć z sądownictwa ludzi, którzy byli niegodni, aby dzierżyć tak wielką władzę. - Mógł doprowadzić do rozliczenia tych, którzy wydawali wyroki na gen. Fieldorfa "Nila" – zauważył minister sprawiedliwości.

- W 1989 r. funkcjonowało ponad 100 sędziów, którzy wydawali wyroki śmierci, często liczne, na niewinnych ludzi. Ilu z nich poniosło odpowiedzialność? Prof. Strzembosz był odpowiedzialny za tamten system – co zrobił, żeby tamci ludzie ponieśli odpowiedzialność choćby w sensie symbolicznym? – dodał Ziobro.