Nie mogę być w partii, która nie bierze pod uwagę mojego zdania, a skupia się wyłącznie na kanapowych dyskusjach. Nie mogę być w partii, która stała się przystawką PO, w kontrze do której powstała. Nie mogę być w partii, która nie walczy o swoją podmiotowość. Nie mogę być w partii, która zdradza swoje ideały. Nie mogę być w partii, która akceptuje nazywanie swoich przeciwników "barachłem" - mówiła w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Joanna Scheuring-Wielgus. Posłanka zapewniła, że może nie zgadzać się z Patrykiem Jakim, ale jej była partia i poseł, który tak go określił, winni polityka Solidarnej Polski przeprosić.

Posłanka opowiadała też o kulisach wydarzeń, które doprowadziły do rzucenia legitymacją partyjną. Wyjaśniła, że prezydium klubu nie przydzieliło jej głosu w sprawie wynagrodzeń czy osób niepełnosprawnych. Zapytałam o powody niedopuszczania nas do głosu - usłyszałam, że działamy na szkodę klubu i dlatego podjęto taką polityczną decyzję - zdradziła.

Zapewniła też, że nie przyłączy się do PO. Weszłam do polityki, sprzeciwiając się PO. Chcę nowej jakości w polityce, a PO–PiS jest synonimem polityki, której najzwyczajniej nie lubię. Ze Schetyną i z Lubnauer jako liderami PO i Nowoczesna nie pokonają PiS. Trzeba iść szerzej i nie kopiować partyjnego zamordyzmu PiS - zauważyła. Jej bowiem zdaniem, opozycja się nie zjednoczyła, tylko .N została wchłonięta przez Platformę.

Dlatego też zachęca do budowy po wyborach samorządowych nowej siły politycznej, czas bowiem na polityczną rewolucję i odsunięcie ludzi, którzy są na scenie politycznej od 1989. Potrzebne jest nowe ugrupowanie polityczne, bliskie ludziom, wartościom, problemom, zakorzenione w ruchach miejskich, założone oddolnie, które nie będzie ugrupowaniem średniowiecznym, jak PO i Nowoczesna - powiedziała. Nie zaprzeczył też informacjom, że do takiej partii mogliby dołączyć Robert Biedroń i Barbara Nowacka.