Szef klubu PO Sławomir Neumann na konferencji prasowej w Sejmie podkreślił, że afera PiS z +drugimi pensjami+ powinna w całości ujrzeć światło dzienne. Mamy poważne obawy, że to matactwo i oszustwo, które trwa od tygodni dzisiaj także będzie trwało, tzn. nie poznamy pełnej listy osób, które otrzymały w sposób nieuprawiony dodatkowe pieniądze w 2016, 2017 i w części 2018 roku. Nie poznamy pełnej listy ministrów, wiceministrów, wojewodów, wicewojewodów, członków gabinetów politycznych, którzy przyjmowali te korzyści przez te lata i pewnie nie poznamy dzisiaj też pełnej listy tych, którzy do budżetu zwrócili te pieniądze - podkreślił poseł Platformy.

Jak zaznaczył, dzień, który został określony na poznanie tych nazwisk nadszedł. Żądamy, żeby premier Mateusz Morawiecki, po posiedzeniu rządu, przedstawił zgodnie z projektem uchwały, który złożyła Platforma Obywatelska do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego wiele tygodni temu, pełną listę, osób którzy przyjęli nienależne drugie wynagrodzenia w latach 2016, 2017 i 2018 - mówił Neumann.

Marszałek Kuchciński zakopał projekt tej uchwały w swojej szufladzie i nie chce jej poddać pod głosowanie. My składamy interpelacje i pisma do premiera Morawieckiego i ministrów; na razie są one bez odpowiedzi, ale jeżeli (politycy PiS) myślą, że ukryją te lewe pensje, to się mylą - podkreślił polityk. Według niego przedstawienie tej listy jest potrzebne po to, by Polacy poznali skalę "łupienia" państwa przez rząd. A z drugiej strony poznali listę tych, którzy zwrócili lub do dzisiaj nie zwrócili tych pieniędzy, bo to też będzie ważny sygnał dla Polaków, jak traktowana jest obietnica, którą złożył i prezes Jarosław Kaczyński, i w jego imieniu wielu ministrów tego rządu - dodał Neumann.

Według Krzysztofa Brejzy nagrody te były "lewymi pensjami" dla polityków PiS. Chcemy poznać skalę tego zjawiska, tego patologicznego procederu wypłacania sobie niejako pod stołem po 6 po 7 tysięcy stałych, drugich lewych pensji, tak by opinia publiczna się nie dowiedziała. Ta informacja nie miała ujrzeć światła dziennego - ujrzała w lutym tego roku. Gdyby nie ujawnienie tego przez nas władza PiS-owska przyznawałaby sobie te lewe pensje do końca kadencji - stwierdził poseł PO.

Jego zdaniem skoro (politycy PiS) sięgnęli łapami do portfeli Polaków, to powinni te pieniądze oddać Polakom, a nie przekazywać dalej do jakichś spółek, fundacji, czy na Caritas". "Przypilnujemy, żeby pieniądze wróciły do portfeli Polaków, czyli do budżetu, bo to stamtąd wypłynęły - zadeklarował Brejza.

Neumann dodał, że jeżeli (politycy PiS) mają potrzebę wspierania organizacji charytatywnych, to niech to robią z własnych pieniędzy, a nie z pieniędzy nienależnie pobranych z budżetu państwa. Żądamy od premiera, żeby był odważny i pokazał skalę tego procederu, bo my i tak dojdziemy do tej prawdy. Wiemy, jak to zrobić, mamy przygotowane różnego rodzaju działania, które doprowadzą nas i państwa do prawdy - stwierdził poseł.

W grudniu ub.r. w odpowiedzi na interpelację PO ws. nagród przyznanych członkom Rady Ministrów wiceszef kancelarii premiera Paweł Szrot przedstawił tabelę z łącznymi kwotami nagród brutto dla poszczególnych ministrów w 2017 r. Według tabeli nagrody otrzymało 21 konstytucyjnych ministrów - od 65 tys. zł do ponad 80 tys. zł rocznie; 12 ministrów w KPRM od blisko 37 tys. do prawie 60 tys. zł rocznie oraz ówczesna premier Beata Szydło (65 100 zł).

Informacja o przyznanych nagrodach wywołała oburzenie opozycji, która wielokrotnie apelowała do rządzących o ich zwrot. Politycy PO w kilku miastach zorganizowali też "konwój wstydu" - kolumnę aut, które ciągnęły na przyczepach plakaty z wizerunkami polityków PiS i kwotami przyznanych im nagród.

Na początku marca premier Morawiecki zapowiedział likwidację wszelkich nagród, premii dla ministrów i wiceministrów. Na początku kwietnia prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował, że nagrody - które premier Beata Szydło przyznała ministrom konstytucyjnym oraz sekretarzom stanu, którzy są politykami - do połowy maja przekazane zostaną do Caritas na cele społeczne.