- Przywiozłam pączki, bo ja miałam pseudonim "Pączek". Nie mogę tam wejść, ale umówiłam się - powiedziała 91-letnia kombatantka. Przyniosła ze sobą także małpkę-maskotkę, która jak wyjaśniła towarzyszy jej od kapitulacji Powstania. Dostała ją od jednego z kolegów z oddziału.

Pilnujcie tej małpki, bo to jest bardzo ważna małpka. Na niej jest pamięć Powstania Warszawskiego, ale także dużo, dużo całusów - mówiła. 

Zapytana, czy nie jest je żal rozstawać się z maskotką, odpowiedziała: "Bardzo żal byłoby, gdyby nie to, że wiem komu daję. Te dzieciaki uczyłam tyle lat i te matki współpracowały ze mną tyle lat. Stale mam w oczach matkę Andrzeja Motyki, jej twarz, jej oczy. Matka Kuby mi ją bardzo przypomina". Historię małpki na swoim Twitterze opisał poseł PO Michał Szczerba.

Wanda Traczyk-Stawska całe swoje życie zajmowała się osobami niepełnosprawnymi. Przekazując małpkę i pączki serdecznie ucałowała odbierające od niej podarunki niepełnosprawne dziewczynki na wózkach.

Odpowiedziała także na zarzuty o manipulowanie nią, które formułował m.in. marszałek Marek Kuchciński. - Nikt mną nie manipuluje, bo nikt nie dał by rady. Nawet moja rodzona matka. Taki mam piekielny charakter - mówiła. Wyjaśniała, że od lat współpracuje z posłami Michałem Szczerbą i Marcinem Święcickim przy budowie Cmentarza Powstańców Warszawy.

Gdy po kilku minutach władze Sejmu zdecydowały, że może wejść do Sejmu, na słowa strażnika, że jest na to zgoda, odpowiedziała aby jej nie przerywał w momencie gdy mówiła o swojej działalności. Mimo zaproszeń do centrum medialnego, nie chciała tam iść. - Ja już wszystko powiedziałam. Jestem zmęczona. Mam swoją robotę, którą muszę wykonać. Dotyczy ona Cmentarza Powstańców Warszawy. Trzymajcie się, jesteśmy z wami, a ze mną wszyscy, którzy mają serca i wiedzą, jak trudno jest się takimi dziećmi opiekować - powiedziała i oddaliła się spod Sejmu.