Szydło mówi w wywiadzie, którego fragmenty udostępnił w sobotę portal wPolityce, o kulisach swego odejścia ze stanowiska premiera. To był niełatwy moment - przyznała. Musiałam podjąć bardzo trudną decyzję o tym, czy w rządzie pozostać, czy z niego odejść - dodała Szydło.

"Miałam świadomość, że odejście z rządu i odrzucenie odpowiedzialności za nasze zobowiązania wobec wyborców byłoby dla nich niezrozumiałe, sugerujące konflikty wewnętrzne, szkodzące też obozowi dobrej zmiany. Ileż to już było spektakularnych, dramatycznych odejść polityków? I co z nich wyniknęło? Jesteśmy zespołem. Mamy jeden cel i temu celowi trzeba podporządkować osobiste ambicje - tłumaczy Szydło.

"Poza tym uważam, że w polityce potrzebna jest odpowiedzialność i dojrzałość. Tamtej sytuacji towarzyszył duży ładunek emocjonalny, także wśród wyborców, i nie chciałam swoim zachowaniem pogorszyć sytuacji. Po ludzku nie było to oczywiście łatwe - podkreśliła wicepremier.

Mam nadzieję, że to będzie lekcja na przyszłość dla moich kolegów, iż można działać inaczej, spokojniej. Nie mogłam się na nikogo obrażać, bo jesteśmy drużyną, dużo razem zrobiliśmy i nie chciałam, aby moje zachowanie zaprzepaściło tę pracę. Starałam się zrozumieć, że tamten moment wymagał takich, a nie innych środków - mówi w wywiadzie była premier.

Szydło przyznała także, że "w terenie ludzie często pytają, dlaczego stało się tak, a nie inaczej". "Nie komentuję tego. Mam poczucie, że mamy do zrealizowania projekt, który jeszcze nie został skończony" - podkreśliła.

W zwycięstwo 2015 r. włożyłam bardzo dużo pracy, która trwała od 2011 r. Pracowałam nad przygotowaniem programu, nad drogą do zwycięstwa. Można powiedzieć, że wydeptywałam te ścieżki, jeżdżąc po kraju. Bardzo się z tym projektem utożsamiam, straciłam na jego przygotowanie zbyt wiele czasu, żeby machnąć ręką i wszystko zostawić - dodała Szydło.

Na pytanie, czy ma żal do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, Szydło odpowiada: Nie. My w tamtym czasie odbyliśmy wiele poważnych rozmów. Dużo się wtedy nauczyłam o polityce i zweryfikowałam swój stosunek do niej. Podobnie zresztą jak w ciągu dwóch lat, gdy byłam premierem - zapewniła.