W ubiegłym roku doszło do 86 przestępstw przeciwko parlamentarzystom. To prawie dwukrotnie więcej niż w roku 2016. Danych za ten rok resort spraw wewnętrznych - mimo naszych wielokrotnych próśb - nie był w stanie przygotować.

Pewnym uzupełnieniem są dane Kancelarii Sejmu (KS). Prowadzi się tam statystyki zgłoszeń, w których szkoda została zgłoszona do ubezpieczyciela (dewastacja biur poselskich lub ich zewnętrznych elementów, podpalenie itd.). Z reguły od lat były to pojedyncze przypadki (dosłownie). - Ponadto do Kancelarii Sejmu dotarły sygnały o 5 aktach wandalizmu w VII i 13 aktach wandalizmu w VIII kadencji Sejmu, których skutki nie podlegały wypłacie odszkodowania przez ubezpieczyciela - podaje KS.

Sytuacja zaczęła być dla obozu rządzącego na tyle niepokojąca, że postanowiono zareagować. W tym celu marszałek Sejmu Marek Kuchciński zdecydował, że od kwietnia br. wprowadzona zostanie możliwość uzyskania przez posłów "refundacji kosztów usługi ochrony lokali biur oraz osób w nich przebywających".

Początkowo pomysł zakładał, że refundacji dokona Kancelaria Sejmu, na podstawie uprzednio opłaconych przez posłów faktur. Maksymalna kwota dofinansowania miała wynieść do 2 tys. zł (w zależności m.in. od tego, czy poseł obejmie ochroną tylko biuro podstawowe, czy także filie). Najwyraźniej decydujący nie okazał się przy tym fakt, że ryczałt na prowadzenie biur poselskich urósł, i to całkiem sporo, w ostatnich latach - do 30 czerwca 2012 r. wynosił 11.650 zł, a od 1 stycznia 2017 r. - już 14.200 zł.

Z czasem jednak deklarowana kwota refundacji kosztów ochrony biur poselskich gwałtownie spadła - do zaledwie 200 zł miesięcznie. Ale, jak się okazuje, i to nie jest ostateczna kwota. Kancelaria Sejmu twierdzi bowiem, że ocena, czy kwota refundacji jest optymalna, będzie możliwa dopiero po pewnym czasie obowiązywania nowych rozwiązań.

Chcieliśmy dowiedzieć się, czy i którzy posłowie skorzystali już z nowych regulacji i złożyli wniosek o refundację kosztów ochrony ich biur. Jeszcze w kwietniu Kancelaria Sejmu zasłaniała się zbyt krótkim czasem, jaki minął od momentu ustanowienia nowych regulacji. Pytania ponowiliśmy więc pod koniec maja. Tym razem usłyszeliśmy inne uzasadnienie. - Z uwagi na bezdyskusyjną konieczność zapewnienia bezpiecznego funkcjonowania wszystkich biur poselskich nie możemy informować, które z tych biur są chronione mocniej od pozostałych - odpowiedziała nam KS.

W odpowiedzi oznajmiliśmy, że nie zgadzamy się z tą argumentacją - posłowie mogą przecież korzystać z usług agencji ochrony i z jakichś powodów nie występować po refundację kosztów. Ujawnienie więc, kto konkretnie przyniósł faktury do Kancelarii Sejmu, by otrzymać refundację z publicznych pieniędzy, nie jest więc równoznaczne z ujawnieniem, które biura poselskie są chronione "mocniej od pozostałych".

Najwyraźniej KS częściowo zrozumiała nasze argumenty. W kolejnym mailu podała, że "posiada informację o 11 posłach, którzy dotąd skorzystali z nowych rozwiązań". W dalszym ciągu nalegaliśmy jednak, by ujawniła konkretne nazwiska posłów, a nie tylko ich liczbę.

Kancelaria Sejmu sięgnęła więc po inny argument. - Sprawa możliwości udostępnienia Panu personaliów posłów, którzy skorzystali z nowych rozwiązań, musi zostać poddana analizie prawnej. W związku z powyższym prosimy Pana o cierpliwość w oczekiwaniu na jej rezultaty - odpisała nam KS.

To było 29 maja, czyli dwa tygodnie temu. Albo więc analizy wciąż trwają, albo tych odpowiedzi zwyczajnie się nie doczekamy (jeśli je otrzymamy, niezwłocznie je opublikujemy).

Eksperci dziwią się, gdy relacjonujemy im naszą korespondencję z Kancelarią Sejmu. Zwłaszcza, że niemal za każdym razem podawała inny powód dla nieudzielenia informacji, o którą wnioskowaliśmy, a następnie zostawiła sprawę w zawieszeniu. - Kancelaria Sejmu powinna podać takie dane, chodzi bowiem o wydatki publiczne. Jeśli w grę nie wchodzą przepisy ustawy o informacjach niejawnych, to nie widzę uzasadnienia dla odmowy podania nazwisk posłów - ocenia Michał Zaremba, ekspert prawny Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.