Wybory europejskie odbędą się 23-26 maja 2019 roku. PiS ma więc potencjalnie sporo czasu, by skorygować według swojej wizji zasady delegowania eurodeputowanych do Brukseli. Działania w tym kierunku już zostały podjęte. Grupa posłów PiS właśnie przygotowała nowelizację kodeksu wyborczego. Główna zmiana polega na tym, że w każdym okręgu wyborczym wybiera się co najmniej trzech posłów.

Jak wygląda to obecnie? Na potrzeby eurowyborów, w których wybieramy 51 posłów, Polska została podzielona na 13 okręgów wyborczych - czasem "wykrojonych" z jednego, a czasem z kilku województw. Obowiązuje ordynacja proporcjonalna (metoda d’Hondta), a okręgi są wielomandatowe. Przy czym w trzech okręgach (warmińsko-mazurskie, łódzkie, lubelskie) do podziału są po dwa mandaty.

Zdaniem posłów PiS dotychczasowy stan prawny powodował znaczące różnice w potencjale głosu w poszczególnych okręgach wyborczych, co mogło negatywnie przekładać się na wyborczą frekwencję. Autorzy projektu twierdzą, że obowiązujący dotychczas system przeliczania uprzywilejowywał okręgi wyborcze o dużej liczbie uprawnionych do głosowania. Zastosowany mechanizm charakteryzował efekt tzw. głosu wędrującego, gdzie siła głosów wyborców w danym okręgu nie musiała przekładać się na mandat poselski w tymże okręgu. - Warto przy tym pamiętać, że okręgi w wyborach europejskich obejmują zazwyczaj całe regiony. Tymczasem mimo uzyskania wystarczającego, a niekiedy nawet znaczącego poparcia, przedmiotowy mandat mógł zostać zagospodarowany przez inny, najczęściej większy pod względem liczby wyborców okręg. Tym samym do niektórych okręgów trafiały ostatecznie jedynie dwa, a w skrajnych sytuacjach zaledwie jeden mandat posła do Parlamentu Europejskiego, powodując w konsekwencji wyraźnie niedoreprezentowanie konkretnego regionu w PE - wskazują wnioskodawcy.

Zmieni się też liczba kandydatów na posłów zgłaszanych na listach wyborczych. Obecnie kodeks wyborczy stanowi, że nie może ich być mniej niż 5 i więcej niż 10. Posłowie PiS chcą, by liczba kandydatów nie mogła być mniejsza niż liczba posłów wybieranych w danym okręgu wyborczym i większa niż ich dwukrotność. Autorzy projektu nowelizacji tłumaczą tę zmianę chęcią urealnienia wielkości list wyborczych i lepszego odzwierciedlenia potencjału danego okręgu wyborczego, co w efekcie przełoży się na wzrost poparcia dla mandatu posła.

Chodzi o uproszczenie ordynacji, o to, żeby ona bardziej przypominała też wybory parlamentarne, żeby wyborcy mieli jasność, jak głosują, żeby znieść tę sytuację rywalizacji miedzy okręgami, żeby nie było wędrujących mandatów, które się przenoszą z jednego do drugiego. W jednym okręgu ktoś wygrywa wysoko, ale nie uzyskuje mandatu, bo ten mandat się gdzieś przenosi. Chodzi o to, żeby nie było tego przymusu mieszania 10 kandydatów na każdej liście, bo to przecież powinno zależeć od ilości mandatów w danym okręgu - powiedział Ryszard Terlecki w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie.