Klub PiS złożył w ubiegłym tygodniu w Sejmie projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego, którego celem jest przypisanie każdemu okręgowi wyborczemu konkretnej liczby posłów wybieranych do Parlamentu Europejskiego. Według propozycji PiS w okręgu wyborczym wybieranych ma być co najmniej trzech europosłów (obecnie liczba ta nie jest określona; głosy oddane na poszczególne listy przeliczane są na mandaty metodą d’Hondta w skali całego kraju).

Suski, który był gościem Polskiego Radia 24, odniósł się do komentarzy, że taka zmiana Kodeksu wyborczego spowoduje, że realny próg wyborczy "poszybuje" do 15 proc. Nic mi na ten temat nie wiadomo, żeby próg miał poszybować do 15 proc. - odpowiedział polityk. Realnie to rzeczywiście okręgi nie były do tej pory sprawiedliwie podzielone. Jest to próba poszukiwania takiego mechanizmu, który da możliwość społeczeństwu posiadania realnej reprezentacji odzwierciedlającej poparcie społeczne - ocenił.

Szef gabinetu politycznego premiera był zapytany, czy w proponowanych rozwiązaniach chodzi o to, by wyeliminować mniejszą konkurencję, szczególnie prawicową. Suski odpowiedział, że progi wyborcze są też po to, żeby nie było nadmiernego rozdrobnienia. Dodał, że realnie - po przyjęciu nowych rozwiązań - próg nie musi wzrosnąć. To zależy od okręgu. W różnych okręgach różne osoby mają różne poparcie i jeżeli to będą osoby znaczące, takie, które są popierane, to nawet w takim małym okręgu ktoś z niewielkiej partii może się dostać. To jest kwestia decyzji wyborców - ocenił.

Suski został zapytany o to, czy PiS ma na celu podzielenie sceny politycznej na dwa bloki - prawicę i liberalno-lewicowe centrum. Polityk zaprzeczył, ale jak zastrzegł w większości krajów jest tak, że są dwa duże bloki i ewentualnie jakiś jeden mniejszy. Jak przekonywał, w demokracji, jeśli są silne bloki politycznie, to jest lepsza jakość sprawowania władzy, bo mogą się przygotować, mogą mieć dobre gabinety cieni.

Suski przypomniał, że Polska miała do czynienia z nadmiernym rozdrobnieniem w parlamencie w latach 90. Nadmierne rozproszenie jest złe, natomiast duże, silne państwa mają dwa-trzy ugrupowania, które mają konkurencyjne programy i które są zdolne przygotować komplementarną ofertę, więc to jest rzecz naturalna w demokracji, że są silne bloki. Zapytany, czy jest "gorącym" zwolennikiem tej zmiany odpowiedział, że jest realistą. Patrzę na to z punktu widzenia interesu kraju. Silna opozycja też jest dobra dla rządzących, bo po pierwsze - kontrola, a po drugie - przy zmianie władzy przychodzi dobrze przygotowana formacja - mówił.

Zgodnie z projektem nowelizacji Kodeksu wyborczego autorstwa PiS każdy okręg wyborczy w wyborach do PE ma mieć przypisaną konkretną liczbę - co najmniej trzech - posłów wybieranych do europarlamentu.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego jest 13 okręgów - jeden okręg obejmuje obszar jednego lub więcej województw albo część województwa. Według obecnych przepisów głosowanie w wyborach do PE odbywa się według systemu proporcjonalnego, w którym głosy oddane na poszczególne listy przeliczane są na mandaty metodą d’Hondta w skali całego kraju. Dopiero po ustaleniu liczby mandatów przypadających poszczególnym komitetom rozdziela się je pomiędzy poszczególne listy kandydatów, zaś mandaty uzyskują kandydaci, którzy na danej liście otrzymali największą liczbę głosów.

PiS proponuje ponadto, aby ustalanie liczby posłów do PE wybieranych w poszczególnych okręgach wyborczych było dokonywane za każdym razem według jednolitej normy przedstawicielstwa, uzyskiwanej w wyniku podziału aktualnej liczby wyborców w kraju przez przyporządkowaną Polsce liczbę posłów do PE - w obecnej kadencji polskich eurodeputowanych jest 51.