- Zmiany zaproponowane przez PiS wprowadziłyby kompletny chaos, ale jak się okazało, komisarze wyborczy będą tylko recenzentami pracy samorządowców. PiS próbuje teraz wrócić do stanu zastanego, bo obsługa wyborów przez samorządy szła sprawnie - oznajmił Robert Biedroń na antenie TOK FM. - W panice rządzący i tak zwrócili się do samorządowców o przeprowadzenie wyborów - zauważył.

Polityk przyznał, że jeśli chodzi o jego start w wyborach samorządowych, to "sytuacja jest dynamiczna". - Mam dylemat, czy kandydować i dokończyć swoją kadencję, czy kandydować i w pewnym momencie realizować się w polityce na szczeblu ogólnopolskim, czy nie kandydować w ogóle. Najbardziej racjonalny jest trzeci wariant. Bo jeśli będę kandydować na prezydenta Słupska, to może się okazać, że będziemy mieć komisarza wyborczego z PiS i przez pół roku PiS będzie rządziło w Słupsku - tłumaczył Biedroń.

- Widzę, że ludzie nie mają na kogo głosować i oczekują, że powstanie coś nowego. Policzmy się, zobaczmy ilu nas jest. Zobaczmy jaki jest nasz potencjał. Każdego dnia PO spycha nas w kierunku powstania trzeciej siły. Swoją nieudacznością i brakiem pomysłu na Polskę. Nie chcę przeżyć kolejnej kadencji z PiS - dodał polityk.

Urzędujący prezydent zapewnił również, że wbrew medialnym doniesieniom Słupsk nie ma problemów budżetowych. - Z ubolewaniem obserwuję to, co się dzieje w opozycji. Ostatnie ruchu radnych z PO pokazują, że przyłączyli się do nagonki PiS na mnie. W ogóle tego nie rozumiem. To są jakieś personalne ambicje działaczy partyjnych PO - mówił o braku uzyskania absolutorium od radnych PO i PiS Robert Biedroń.

- Z jednej strony słyszę nawoływania do zjednoczenia opozycji, a z drugiej strony widzimy, że PO niczym w tym dziadostwie i beznadziei nie różni się od PiS, bo chodzi im o stołki - oznajmił Biedroń. - Chodzi o utrzymanie duopolu. Chodzi o to, aby nie powstało nic, co sprawi, że polityka będzie inna niż ta oferowana na przez PO-PiS - dopowiedział.

- Posłanki PO i PiS niewiele się różnią mentalnie od posłanek PiS. Na spotkaniu wyśmiewały żeńskie końcówki, rady kobiet. One objeżdżają Polskę. Apeluję, aby chodzić na takie spotkania. Tam nie widać żadnej zmiany. One jakby nie dostrzegały Kongresów Kobiet, emancypacji kobiet, jakby nie dostrzegały, że żyjemy w 2018 roku. Za głowę się złapałem, jak usłyszałem, co one mówią. A dzisiaj jeżdżą i próbują nam wciskać kit, że one są wyemancypowane - mówił Biedroń.

- Są w PO jednak ludzie, z którymi da się współpracować - zaznaczył.