Czwartkowa decyzja Sądu Najwyższego ma wpływ wyłącznie na sytuację 14 sędziów orzekających w SN, którzy ukończyli 65 lat i czekają, aż o ich losie zdecyduje prezydent. Z kolei głowa państwa przy podejmowaniu decyzji o tym, czy mogą nadal orzekać, powinna wziąć pod uwagę to, że przed TSUE toczy się postępowanie. Jednak nawet jeżeli tego nie uwzględni i odeśle sędziów w stan spoczynku, a TSUE później stwierdzi, że nie można było tego zrobić, droga do wykonania orzeczenia unijnego trybunału pozostanie otwarta – sędziowie bez większych perturbacji będą mogli wrócić. O ile oczywiście rządzący nie będą kontestować tego, że w Polsce obowiązuje prawo unijne, a w związku z tym podlegamy jurysdykcji TSUE w tego typu sprawach.

Wśród prawników panuje zgoda co do tego, że SN miał podstawę, aby zadać TSUE pięć pytań prejudycjalnych dotyczących przepisów regulujących zasady przechodzenia w stan spoczynku sędziów SN. Ta jednomyślność kończy się jednak przy próbie dokonania oceny drugiego kroku wykonanego przez SN – zastosowania środka zabezpieczającego w postaci zawieszenia stosowania kilku precyzyjnie wskazanych przepisów ustawy o SN. Chodzi o regulacje, które wprowadziły na początku kwietnia zasadę, że sędziowie przechodzą w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia, a ci, którzy mimo to nadal chcą orzekać, muszą oddać się pod osąd prezydenta. Zdaniem wielu zmiany te zostały uchwalone tylko po to, aby doprowadzić do czystek kadrowych w najważniejszym sądzie w Polsce. I właśnie chęć zablokowania, a przynajmniej przystopowania tego procesu była zapewne asumptem do podjęcia przez SN ryzykowanej decyzji o zastosowaniu środka w postaci czasowego zawieszenia (do momentu wydania orzeczenia przez TSUE) przepisów wysyłających sędziów SN w stan spoczynku.

Środek prawny nie może mieć charakteru abstrakcyjnego, zawsze musi być ściśle związany z konkretnym postępowaniem toczącym się przed sądem, który go stosuje. Zabezpieczenie z art. 755 par. 1 k.p.c. ma zastosowanie do stron i uczestników danego postępowania – stwierdza dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dlatego też jego zdaniem postanowienie SN o zastosowaniu środka w postaci czasowego zawieszenia niektórych przepisów ustawy o SN ma zbyt szeroki zakres i nie może dotyczyć wszystkich sędziów SN, których objęły kontrowersyjne regulacje dotyczące zasad przechodzenia w stan spoczynku. – Ono wywołuje skutki prawne tylko w stosunku do tych dwóch sędziów SN, których sytuacja prawna skłoniła sąd do zadania TSUE pytań prejudycjalnych – stwierdza Zaleśny.

Przypomnijmy, decyzja o zwróceniu się do TSUE była skutkiem tego, że w składzie mającym rozpoznać pewne zagadnienie prawne znaleźli się sędziowie, którzy ukończyli 65. rok życia i tym samym zostali objęci kontrowersyjnymi przepisami dotyczącymi przechodzenia w stan spoczynku.

SN, próbując objąć skutkami swojej decyzji wszystkich sędziów SN, którzy ukończyli 65. rok życia, przekroczył swoje kompetencje. W zakres jego kompetencji nie wchodzi zawieszanie przepisów prawa – stwierdza Jacek Zaleśny.

Inaczej sytuację ocenia dr Tomasz Zalasiński, konstytucjonalista. – Sąd Najwyższy nie przekroczył swoich uprawnień. Wręcz przeciwnie, zwrócił się do TSUE, realizując swój obowiązek, który wynika z traktatów i wiążącego Polskę prawa europejskiego – podkreśla. Przyznaje, że zastosowane przez SN zabezpieczenie to sytuacja wyjątkowa, jednak w jego ocenie jest ona uzasadniona okolicznościami stanu faktycznego.

Działanie to jest uzasadnione tym, że dalsze stosowanie tych przepisów (dot. przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku – red.) mogłoby wywołać nieodwracalne skutki prawne, które byłyby sprzeczne z podstawowymi zasadami prawa UE. Zabezpieczenie ma nas przed tym uchronić – twierdzi Zalasiński. Uważa, że decyzję SN powinni w swoich działaniach uwzględniać i prezydent, i Krajowa Rada Sądownictwa.

Nieco inaczej na tę kwestię patrzy prof. Maciej Gutowski, adwokat. – Decyzji SN nie należy traktować jak pułapki zastawionej na prezydenta, który ma w obecnej sytuacji dwa wyjścia. Najlepiej oczywiście byłoby, gdyby powstrzymał się z decyzją o dalszym losie tych 14 sędziów SN do czasu wydania orzeczenia przez TSUE – mówi. Jednak, jak dodaje, można znaleźć rozwiązanie, jeżeli nawet – wbrew postanowieniu – przeniesie sędziów SN w stan spoczynku, a później trybunał uzna, że nie można było tego zrobić. – Stanowisko sędziego SN różni się od stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W przypadku tych pierwszych nie ma mowy o zindywidualizowanej kadencji. Mówiąc prościej: stanowiska w SN nie są przypisane, tak jak to jest w TK, do konkretnych osób i tam nikt nikogo nie zastępuje – tłumaczy mec. Gutowski.

A to oznacza, że sędziów SN przeniesionych w stan spoczynku będzie można przywrócić w skład tego sądu. Warunek jest jeden – do czasu rozstrzygnięcia wątpliwości przez TSUE w SN obsadzonych stanowisk będzie mniej niż 106. Skąd ta liczba? Ustawowy górny limit miejsc w SN został wyznaczony na 120. W sytuacji gdy SN zostanie obsadzony w całości, to powrót 14 „spornych” sędziów nadal będzie możliwy, choć będzie wymagało to więcej zachodu. – Konieczna będzie ingerencja ustawodawcy. Ten bowiem, w sytuacji gdy TSUE uzna przepisy o stanie spoczynku sędziów SN za niemożliwe do pogodzenia ze standardami unijnymi, będzie musiał zmienić przepisy i podnieść maksymalny limit miejsc w SN do takiej liczby, aby 14 sędziów SN znów mogło znaleźć się w jego składzie, choć z postanowienia wynika, że ci sędziowie swego statusu nie tracą do rozstrzygnięcia TSUE – kwituje mec. Gutowski.

Czwartkowa decyzja SN w żaden sposób nie wpływa na toczący się właśnie przed KRS konkurs na 44 stanowiska sędziów Sądu Najwyższego. Po jego zakończeniu obsadzona będzie niecała setka miejsc. Nadal więc pozostaną wolne stanowiska, które po ewentualnym orzeczeniu TSUE będą mogli na powrót zająć „sporni” sędziowie.

Jak decyzja o zawieszeniu wpłynie na sytuację w samym SN? Nie wiadomo, czy sędziowie będący w tej specyficznej sytuacji prawnej będą czynnie orzekać. – Na razie sędziowie ci w większości przebywają na urlopach. Trudno mi teraz stwierdzić, czy po powrocie będą włączani do składów orzekających, choć teoretycznie nie ma ku temu przeszkód. To jednak będzie zależało od decyzji, jakie podejmą prezesi izb, w których sędziowie ci orzekają – wyjaśnia Michał Laskowski, rzecznik prasowy SN.

Przeniesionych w stan spoczynku sędziów SN będzie można przywrócić