Gen. Adam Rapacki w wywiadzie dla Gazeta.pl przekonuje, że nacisk na ostre reakcje wobec antyrządowych demonstrantów idzie z MSWiA. Nie ma co do tego żadnych złudzeń. - Olbrzymią rolę odgrywają tu racjonalni dowódcy, którzy mimo tego pilnują, żeby policjanci nie przesadzali z nadgorliwością. Niestety, zdarzają się też szefowie, którzy chcą wykorzystać takie sytuacje do przypodobania się władzy. Dlatego wiele policyjnych działań w ostatnim czasie nie było najmądrzejszych. Ostatnio widzieliśmy zatrzymania antyrządowych demonstrantów i przewożenie ich do jednostek, a potem przedstawiciele policji mówili mediom, że żadnych zatrzymań nie było. Czysty absurd - mówi. I dodaje, że tysiące funkcjonariuszy zostało oddelegowanych do zabezpieczania budynków rządowych. W efekcie nie ma ich tam, gdzie być powinni, bo brakuje ludzi. - Nie pamiętam już, kiedy na ulicach Warszawy widziałem pieszy patrol policji.

Zdaniem Rapackiego nie ma co się spodziewać, że funkcjonariusze nagle odmówią wykonywania rozkazów, bo policja jest formacją działająca właśnie na rozkaz, w pionowym podporządkowaniu służbowym. - Natomiast w sytuacjach krytycznych muszą być bardzo rozważni i – cytując prof. Władysława Bartoszewskiego – zachowywać się przyzwoicie, tzn. unikać agresji i nadgorliwości, szanować drugą stronę - mówi. - Nie powinni również wykonywać kompletnie niepotrzebnych i niemądrych ruchów jak wszczynanie postępowania o propagowanie ustroju komunistycznego, bo ktoś napisał „PZPR” na elewacji biura poselskiego. Jest to zwykłe wykroczenie zniszczenia mienia i nie wolno z tego robić na siłę przestępstwa po to, żeby dokuczyć sprawcom.

- Wszelkie odbywające się w naszym kraju demonstracje i manifestacje mają, jak na razie, charakter pokojowy - przekonuje były wiceszef MSWiA. Protestujący w obronie sądów to nie agresywni chuligani, którzy chcą coś podpalać i niszczyć, tylko ludzie głoszący swoje poglądy. Tymczasem naprzeciw nich wystawia się olbrzymie siły porządkowe, często z najdalszych zakątków kraju. - Mamy do czynienia z przewymiarowaniem działań policji wobec antyrządowych demonstrantów - mówi. Zaraz jednak dodaje, że demonstrujący również nie powinni rzucać w policję przedmiotami, malować po elewacjach budynków, niszczyć mienia. - Policjanci często są bardziej zestresowani niż sami uczestnicy protestów, bo do zabezpieczania takich wydarzeń najczęściej oddelegowywani są funkcjonariusze z oddziałów prewencji z krótkim stażem, świeżo po szkole policyjnej. Jedno czy drugie prowokacyjne zachowanie którejś ze stron może wywołać efekt domina, którego później nie uda się już zatrzymać.

Zdaniem Rapackiego ogromna część policjantów, jak również wielu dowódców, to pasjonaci, którzy wstąpili do służby, chcąc służyć obywatelom. Jednak sytuacja mundurówce od lat się pogarsza. - Stosunkowo niskie wynagrodzenia, uciążliwy rytm podległości służbowej, reżim mundurowy, pewne ograniczenia swobód obywatelskich - wylicza. - Dobrze wykształcony młody człowiek znajdzie dziś na rynku pracę za znacznie lepsze pieniądze. Początkujący funkcjonariusz dostaje „na rękę” ok. 2 tys. zł, z kolei jego kolega z wieloletnim stażem nie więcej niż 3,5 tys. zł netto. Co gorsza, władza mocno zachwiała równowagą płacową między poszczególnymi służbami – weźmy niedawne podwyżki dla oficerów Służby Ochrony Państwa czy wysokie wynagrodzenia w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym – a przecież policjanci bacznie obserwują sytuację w innych służbach. Doprowadziło to do niezdrowej sytuacji, w której jedni zazdroszczą drugim, że ci mają więcej.