Sasin odniósł się w ten sposób do podpisanej m.in. przez byłego prezydenta Lecha Wałęsę oraz europarlamentarzystów PO petycji domagającej się umożliwienia powrotu Kozłowskiej na terytorium UE.

Mamy do czynienia rzeczywiście z osobą, która w ocenie służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo naszego państwa nie powinna mieć możliwości funkcjonowania w Polsce i w przestrzeni UE. Tutaj ja ufam polskiemu państwu, ufam tym instytucjom, które tak orzekły - powiedział polityk w Polskim Radiu 24, odnosząc się do postaci szefowej Otwartego Dialogu.

Tymczasem sygnatariusze petycji - zdaniem przewodniczącego Komitetu Stałego RM - "nie mając żadnej informacji bliższej, co było powodem takiej właśnie decyzji, bo zawsze w takim przypadku duża część informacji pozostaje gdzieś w sferze niejawnej, zakładają z góry, że ta osoba jest osobą krystaliczną i nie powinny wobec niej takie działania być założone". Bardzo niedobrze jeśli osoby, które chcą się wypowiadać w imieniu Polski w ten sposób postępują i grają z bezpieczeństwem Polski - ocenił.

Polityk zwrócił jednocześnie uwagę, że nazwiska sygnatariuszy petycji przewijają się w różnych petycjach, "również tych, które wzywają do działań przeciwko Polsce różnych międzynarodowych instytucji". Jak dodał, fakt, że podpisali apel w obronie Kozłowskiej, go nie dziwi, ponieważ jest to "pewna kontynuacja działań, jakie te osoby podejmują".

Petycję zamieszczoną na stronie internetowej change.org podpisało do wtorkowego popołudnia ponad 250 osób. Wśród nich poza Wałęsą są: unijna komisarz Elżbieta Bieńkowska, europosłowie Michał Boni (PO), Róża Thun (PO), Rebecca Harms (Zieloni), Marietje Schaake (ALDE), Christine Revault d’Allonnes Bonnefoy (S&D) oraz profesor prawa europejskiego Laurent Pech czy szef włoskiej federacji na rzecz praw człowieka Antonio Stango.

Sygnatariusze petycji domagają się, by umożliwić Kozłowskiej powrót do UE, najlepiej poprzez przyznanie jej obywatelstwa przez któryś z krajów członkowskich. "Taki akt sprawiedliwości pozwoliłby jej na ponowne połączenie się z rodziną w Polsce, jak również kontynuowanie pracy fundacji na rzecz praw człowieka na terytorium UE bez ryzyka przyszłej deportacji" - stwierdzono w apelu.

W petycji oskarżono władze polskie o wykorzystanie przepisów dotyczących strefy Schengen do "politycznego prześladowania". "Europa nie może zaakceptować ustanowienia tego niebezpiecznego precedensu. Musimy bronić fundamentalnych wartości, na których opiera się nasza unia, takich jak wolność, demokracja, praworządność, a także tych, którzy mają odwagę o nie walczyć" - podkreślono w petycji.

Szefowa Fundacji Otwarty Dialog została wydalona z Polski i UE w ubiegłym tygodniu. Gdy przyleciała do Brukseli, gdzie fundacja ma biuro, okazało się, że nie może przekroczyć granicy - została wpisana na listę osób do wydalenia ze strefy Schengen (alert w Systemie Informacji Schengen - SIS). Następnie odesłano ją do Kijowa, gdzie obecnie przebywa.

W poniedziałek rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn poinformował, że szef ABW wydał negatywną opinię dotyczącą wniosku Kozłowskiej o zezwolenie na pobyt rezydenta długoterminowego w UE. W rezultacie została ona objęta zakazem wjazdu do Polski i UE.

Jak wyjaśnił Żaryn, negatywna opinia - przygotowana przez Departament Kontrwywiadu ABW - związana jest m.in. z "poważnymi wątpliwościami" dotyczącymi finansowania kierowanej przez Kozłowską Fundacji Otwarty Dialog, które "mogą mieć dalsze skutki prawne".

"Z uwagi na ograniczenia ustawowe, a także trwającą kontrolę skarbową, obecnie szczegółowe informacje w tej sprawie nie mogą zostać przekazane opinii publicznej" - dodał rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych.

Odnosząc się do komunikatu Żaryna w jej sprawie, Kozłowska napisała w poniedziałek na Twitterze, że przez lata żaden urząd nie miał wątpliwości do finansowania Fundacji Otwarty Dialog, a wszystkie jej sprawozdania są transparentne i publiczne. "Nagle ABW po naszym udziale (...) w protestach w obronie rządów prawa robi +utajniony+ raport. Dlaczego utajniony? Bo brak dowodów" - oceniła.

Objęcie Kozłowskiej zakazem wjazdu do Polski i UE ona sama i jej mąż Bartosz Kramek uważają za przejaw represji ze strony polskich władz za działania Kramka w obronie wolnych sądów.

Podczas protestów w lipcu ub.r. przeciwko procedowanej wówczas przez parlament ustawie o Sądzie Najwyższym oraz dwóm uchwalonym wcześniej nowelizacjom dotyczącym Krajowej Rady Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych, Kramek opublikował na Facebooku wpis zatytułowany "Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!". Zawierał on listę 16 propozycji działań, mających - według autora - na celu powstrzymanie "zamachu PiS na rządy prawa w Polsce", inspirowanych m.in. jego doświadczeniami z ukraińskiego Euromajdanu.

"Warto rozważyć otwartą i zakrojoną szeroko akcję czasowego powstrzymania się od płacenia podatków i innych należności na rzecz skarbu państwa pod hasłem np. Nie płacę na PiS. Oczywiście można i należy to przemyśleć w szczegółach. Pamiętajmy, że chodzi o presję - zmuszenie rządu do opamiętania, bądź jego pokojową zmianę" - napisał w jednej z propozycji aktywista. Apel Kramka został następnie udostępniony także na profilu Fundacji Otwarty Dialog.

Po opublikowaniu tekstu Kramka działania wobec Otwartego Dialogu podjęło m.in. MSZ, które działając w trybie nadzoru nad fundacją wystąpiło o zawieszenie dotychczasowego zarządu FOD i ustanowienie zarządu przymusowego. Wniosek ten został jednak oddalony przez sąd.

Do celów statutowych powstałej w 2009 r. Fundacji Otwarty Dialog należy obrona praw człowieka, demokracji i praworządności na obszarze postradzieckim, w tym zwłaszcza w Kazachstanie, Rosji i na Ukrainie. W latach 2013-14 prowadziła m.in. "obserwacyjną misję poparcia" podczas fali protestów na kijowskim Majdanie. Fundacja ma stałe przedstawicielstwa w Warszawie, Kijowie i Brukseli.(PAP)

autor: Marceli Sommer

msom/ hgt/