Według źródeł związanych z kontrwywiadem, na przełomie lat 2013 - 2014 Marek Falenta pojechał do Kemerowa na Syberii. Działa tam Kuzbaska Kompania Paliwowa (KTK), która od 2012 r. ma również jeden zagraniczny oddział - w Gdańsku, pod nazwą KTK Polska. Już wtedy, w porozumieniu ze swoimi kelnerami, biznesmen nagrywał polityków w restauracji "Sowa i przyjaciele". Wtedy też został współwłaścicielem firmy Składy Węgla, która handlowała rosyjskim surowcem z KTK.

Rosyjski węgiel w tej historii jest istotnym "czarnym bohaterem". Import z Rosji tego surowca do Polski rośnie błyskawicznie. W 2017 r. wynosił niemal 15 proc. polskiego wydobycia. Falenta chciał nim handlować, ale bez pośredników. Z informacji, do których dotarła "Polityka" wynika, że dostał od Rosjan węgiel o wartości 20 mln dol. nie płacąc ani kopiejki. - Musiał im coś obiecać - ocenia oficer kontrwywiadu.

Pytanie tylko: co? Źródła "Polityki" sugerują, że spotykając się z Rosjanami miał już w swoim archiwum nagrania rozmów Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką i Radosława Sikorskiego z Jackiem Rostowskim. Był informatorem CBA i ABW, miał kontakty w policji. - Mógł im o tym wszystkim napomknąć. Tym bardziej, że uwielbiał chwalić się swoimi możliwościami - dodaje wysoki rangą oficer kontrwywiadu.

Warto dodać, że KTK jest w pełni zależna od ludzi Putina. Pieniądze powiązane z Kompanią zostały m.in. przekazane na Krym, by zapewnić funkcjonowanie półwyspu po odcięciu go od budżetu Ukrainy.

Najważniejszym kontaktem z Rosjanami miał być dla Falenty multimilioner Robert Szustkowski. To urodzony w Piasecznie obywatel Gambii, który od ponad 20 lat robi interesy za wschodnią granicą. W Polsce działał m.in. na rynku nieruchomości, a poprzez Grupę Radius był zaangażowany w stołeczną reprywatyzację. Na marginesie: jednym z jego współpracowników był Jacek Kotas, wiceminister obrony w czasach pierwszych rządów PiS. Sam Szustkowski był też charge d'affaires ambasady Gambii w Moskwie. Gambia z kolei od lat kupuje od Moskwy broń.

Szustkowski miał być związany także z ludźmi tzw. sołncewskiej mafii i rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Wśród jego znajomych są oligarchowie Andriej Skocz i Lew Kwietnoj. A i sama mafia sołncewska nie jest niezależnym bytem, znajduje się m.in. pod opieką GRU.

"Dla Marka Falenty, pragnącego opanować rynek rosyjskiego węgla w Polsce, trudno sobie wyobrazić lepszych protektorów niż Szustkowski i jego przyjaciele" - pisze tygodnik "Polityka". Sytuacje ułatwiał fakt, że Falaneta i Szustkowski byli sąsiadami, mieszkali obok siebie w podwarszawskim Konstancinie.

Ale to nie jedyny rosyjski trop w tej historii. Restauracja "Sowa i Przyjaciele" należała do firmy, którą kierowali występujący również w Grupie Radius i spółkach z nią związanych - Jarosław Babiński i Krzysztof Janiszewski, podaje "Polityka". Co ciekawe, gdy tylko zaczęto tam nagrywać polityków, szybko wycofali się z tego biznesu. Jeden z kelnerów zeznających potem w aferze podsłuchowej opowiedział, że w innej restauracji, Ole!, należącej do tych biznesmenów, również znajdują się mikrofony.

Podsłuchy były też w kolejnym miejscu, restauracji Lemongrass, w której pośrednio udziały miał dyrektor finansowy polskiego oddziału rosyjskiego potentata paliwowego Łukoil. ABW ostrzegało polityków PO, by nie umawiali się tam na spotkania. Ciekawe, że w tym samym roku, gdy zamknięto Lemongrass swoje podwoje otworzyła "Sowa i Przyjaciele". A pracę w nowym miejscu dostał kelner Łukasz N. Ten sam, który pracował wcześniej w Lemongrassie, Ole!, a w międzyczasie został jeszcze zatrudniony w jednej ze spółek Falenty. I to ten kreatywny bohater historii miał nagrywać gości na zlecenie. Czyje? CBŚ, policji, potem samego Falenty. Kogo jeszcze? To właśnie ciężko ustalić. Pewne jest to, że nie ujawniono wszystkich nagrań. I, jak przekonują, rozmówcy tygodnika, mogą one wypływać stopniowo przy okazji kolejnych wyborów.

Pod koniec 2013 r., gdy Falenta wchodził do Składów Węgla i rozkręcał interes z Rosjanami, poinformował polityków PiS (w tym Mariusza Kamińskiego) o posiadaniu kompromitujących rząd Tuska nagrań. To m.in. w tym gronie zapadła decyzja o opublikowaniu stenogramów za pośrednictwem określonych mediów - czytamy w "Polityce". 

W tym czasie do Falenty zapukali Rosjanie z KTK upominając się o zwrot pieniędzy za węgiel. Ten pokazał im sfałszowane pismo gdańskiej prokuratury mówiące o zajęciu jego konta. Z tego powodu, tłumaczył, nie mógł oddać długu. Rosjanie jednak naciskali, powiadomili policję, wynajęli detektywów, a w 2014 r. toruńska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie posługiwania się przez Polaka fałszywymi dokumentami.

W czerwcu 2014 r. CBŚ wkroczyło do siedziby Składów Węgla pod Bydgoszczą w związku z podejrzeniami o wyłudzenia VAT, pranie pieniędzy i oszustwa. To ostatecznie pogrzebało plany Falenty. Dosłownie chwilę potem, 14 czerwca, miała miejsce pierwsza medialna odsłona afery taśmowej. Przypadek? Nie ma mowy, twierdzi tygodnik. Zdaniem informatorów "Polityki" nie chodziło jednak tylko o zwykłą zemstę na rządzie za akcję CBŚ. Gdyby tak było, ograniczyłby się zapewne do szantażu rządzących. - Nie znam biznesmena, który ryzykowałby swoją przyszłość atakując cały rząd. Chyba, że ktoś mu coś obiecał lub nakazał - mówią rozmówcy. A może, gdy interes nie wypalił, ratował swoją skórę kryjąc się za politykami PiS, a odpalenie afery taśmowej miało być dla niego zasłoną dymną? Pytań bez odpowiedzi jest dużo.

Największą zagadką, wg. "Polityki",  jest jednak działanie ówczesnego wiceszefa ABW, płk. Jacka Gawryszewskiego, nadzorującego działanie specjalnej grupy powołanej do wyjaśnienia sprawy. Choć swoje stanowiska zawdzięczał ministrowi Bartłomiejowi Sienkiewiczowi, wtedy szefowi MSW, pozostawał też w bliskich relacjach z Mariuszem Kamińskim. - Gdy pojawił się temat rosyjskiego tropu w taśmach, ktoś ważny powiedział Gawryszewskiemu, że trzeba się tym zająć. On na to odpowiedział mniej więcej tak: "Rosyjski trop? Co prawda nie znam się na kontrwywiadzie, ale to czysto kryminalna sprawa" - mówi jeden z byłych wysokich ranga urzędników w rządzie Platformy.

Wątek rosyjskich powiązań upadł. Podobnie jak kwestia związków Falenty z politykami PiS. Sprawa do tej pory pozostaje niewyjaśniona. Falenta za nagrywanie polityków został wprawdzie skazany na 2,5 roku więzienia, ale jeszcze nie zaczął odsiadki. Leczy się, a jeszcze w maju przebywał w szpitalu psychiatrycznym. Pewne jest tylko, że Gawryszewski jako jedyny wysoki rangą funkcjonariusz po zmianie politycznej utrzymał stanowisko, a rok temu został mianowany ambasadorem RP w Chile.