Jacek Żakowski pytał Radosława Sikorskiego o tekst w "Polityce", w którym opisywana jest działalność wiceszefa ABW, nadzorującego grupę, mającą wyjaśnić aferę taśmową, a po objęciu władzy przez PiS został ambasadorem w Chile. Dostał nagrodę od nowego rządu. O czym to może świadczyć? - zapytał na antenie Tok FM dziennikarz. Zdaje się, że gentlemeni z wrocławskiego CBA, którzy kontaktowali się z panem Falentą, też zostali awansowani - odpowiedział były szef MSZ.

Zapytany o to, czy w rządzie PO był "pisowski kret" Radosław Sikorski stwierdził, że nie czuł się chroniony przez polskie służby. Jak się jest ministrem i ma się przeciwko sobie obce służby, opozycję, media, biznes, prokuraturę i jeszcze część własnych służb, to człowiek nie czuje się dobrze chroniony jako urzędnik państwowy - powiedział.

Sikorski uważa też, że za aferą taśmową mogą stać Rosjanie. Jego zdaniem, w podobny sposób manipulowali oni wyborami w USA. To, że w aferze są silne wątki rosyjskie, sugeruje autor tego skądinąd dobrego artykułu. To, że sprawa zaczęła się od importu rosyjskiego węgla, że teksty publikowano w magazynach wykupionych za rosyjskie pieniądze. Tych zbiegów okoliczności jest trochę za dużo - powiedział były marszałek Sejmu. Rosjanie działają bardzo agresywnie i znajdują ochoczych pomocników zarówno w polskich mediach, a może nawet w strukturach państwa, zupełnie mnie nie dziwi - dodał.

Sikorski zabrał też głos o ekstradycję do Polski mózgu afery FOZZ. Przypomniał, że to sędzia Kryże, były wiceminister sprawiedliwości w rządzie PiS wyłączył z tej afery wątek dotyczący Porozumienia Centrum i braci Kaczyńskich, a także ich udziału w przejęciu niektórych aktywów państwowych. Dlatego wzywał na antenie radia, by wymiar sprawiedliwości dokładnie przyjrzał się całej aferze.