Barbara Nowacka, która dołączyła do Koalicji Obywatelskiej broniła swojej decyzji w rozmowie z TOK FM. Liderka stowarzyszenia Inicjatywa Polska nie była też zaskoczona krytyką, która spotkała ją ze strony m.in. partii Razem po tym, jak dołączyła do Koalicji Obywatelskiej.

- Lewa strona uważa, że należy postępować zupełnie inaczej. Z moją decyzją, część lewicy - okopanej na swoich pozycjach - czuje się niekomfortowo. Mają też świadomość, że zapędzili się w kozi róg, że tym dzieleniem się na lewicy nie budują niczego - mówiła Nowacka w Poranku Radia TOK FM. Jej zdaniem podziały są niepotrzebne, bo wybory samorządowe są niezwykle ważne.

- Jesteśmy w sytuacji wyjątkowego zagrożenia demokracji i nie można sobie powiedzieć "odpuszczamy te wybory". Bo być może po wyborach samorządowych nie będzie, czego zbierać. I z samorządami stanie się to, co wydarzyło się już z edukacją i sądownictwem; czyli rozwałka - mówiła. Pytana o to, czy nie czuje dyskomfortu, że jest w jednym obozie z Romanem Giertychem, odpowiedziała, że nie jest, bo z tego, co wie, jest on bezpartyjny. - Ja swoich poglądów na temat jego i jego poglądów nie zmieniam. Ale czasem się zastanawiam, czy jesteśmy w polityce po to, by się lubić? Czy po to, by móc się ze sobą różnić i dyskutować w ramach demokratycznego systemu państwa prawa - podkreśliła.

Odniosła się również do słów Adriana Zandberga, który napisał na swoim Twitterze: „W gruncie rzeczy wybór jest prosty: można budować niezależną lewicę albo skapitulować i być wasalem Schetyny. Ścieżka, którą idziemy w @partiarazem, jest oczywiście nieco trudniejsza. Za budowę lewicy nie ma głasków od Lisa i Giertycha. Ale, szczerze mówiąc, jakoś mi ich nie brak".

Zdaniem Nowackiej niektórzy "zamiast mądrych czynów wybierają ostre słowa". - Ja bym nie obrażała nikogo i unikała atakowania się, bo prędzej czy później będziemy musieli ze sobą rozmawiać o tym, jaka będzie Polska po PiS – stwierdziła. Dodała, że decydując się na koalicję wyborczą, nie zmieniła swoich poglądów.