W piśmie z 12 września skierowanym do Ryszarda Petru, do którego dotarła PAP, Kancelaria Sejmu poinformowała, że żądanie to "należy uznać za pozbawione podstaw prawnych i nieuzasadnione".

W piśmie zwrócono uwagę, że ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz Regulamin Sejmu "nie uzależniają wykonywania obowiązków poselskich od możliwości wjazdu samochodem na tereny sejmowe". Podkreślono też, że w tym zakresie zastosowanie mają przepisy ustawy o Straży Marszałkowskiej, "zgodnie z którymi do zadań Straży Marszałkowskiej należy zapewnienie porządku na terenach będących w zarządzie Kancelarii Sejmu, ochrona tych terenów oraz zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim osobom przebywających na tych terenach".

"Czynność o charakterze profilaktycznym polegająca na odmowie wydania przepustki uprawniającej do wjazdu na tereny sejmowe ma na celu realizację wyżej wymienionych zadań ustawowych Straży marszałkowskiej" - czytamy w piśmie. Kancelaria Sejmu zwraca również uwagę, że o ile przepisy Regulaminu Sejmu "gwarantują posłowi stałe wyznaczenie miejsca na sali posiedzeń, o tyle żaden przepis nie zapewnia posłowi prawa wjazdu samochodem na tereny sejmowe".

Jak zaznaczono, warunki wykonywania mandatu poselskiego określone m.in przepisami ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora "nie są regulowane przepisami prawa pracy".

"Z uwagi na powyższe zarówno informacja o zawiadomieniu Państwowej Inspekcji Pracy jak i też żądanie zadośćuczynienia w kwocie 50.000, - zł skierowane przez Pana Posła do Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego należy uznać za pozbawione podstaw prawnych i nieuzasadnione" - podkreślono w piśmie do Petru, pod który podpisał się Komendant Straży Marszałkowskiej insp. Piotr Rękosiewicz.

Terlecki: Kancelaria Sejmu musi reagować na próby wwożenia ludzi w bagażniku. Kabaret i komedia

- Kancelaria Sejmu musi jakoś reagować na próby wwożenia ludzi w bagażniku na teren Sejmu; to komedia i kabaret, które ośmieszają posłów - tak szef klubu PiS, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki odniósł się wcześniej w środę do kwestii zakazu wjazdu autem dla posłów koła Liberalno-Społeczni.

Posłowie koła Liberalno-Społeczni: Ryszard Petru, Joanna Schmidt i Joanna Scheuring-Wielgus otrzymali zakaz wjazdu autem do Sejmu, po tym jak 18 lipca uczestniczyli w zorganizowaniu transportu na teren Sejmu osobom postronnym. Zakaz miał obowiązywać do końca posiedzenia, które trwało do 20 lipca.

Petru i Schmidt żądają po 50 tys. zł zadośćuczynienia za wydany wobec nich zakaz wjazdu autem na teren Sejmu. Z PiS-em nie można inaczej rozmawiać, oni tylko rozumieją pieniądze - uzasadniał Petru. 18 lipca przed Sejmem zorganizowany został protest m.in. przez Obywateli RP, Ogólnopolski Strajk Kobiet i Komitet Obrony Demokracji. Podczas protestu kilkoro manifestantów przeskoczyło przez barierki odgradzające Sejm od ulicy. Od razu zostali zatrzymani przez policjantów.

To nie jest zakaz dla Ryszarda Petru i ogólnie zakaz wjazdu samochodów, tylko konieczność kontroli bagażników posłów w sytuacji, gdy posłowie w bagażnikach wwożą na terenach Sejmu inne osoby" - powiedział wicemarszałek Sejmu w środę w rozmowie z dziennikarzami.

To jest z jednej strony komedia, kabaret i coś, co posłów i ugrupowania za nimi stoją ośmiesza, ale z drugiej strony zagrożenie dla bezpieczeństwa wszystkich posłów, bo nie wiadomo, co komu przyjdzie teraz do głowy, żeby wwieźć teraz w bagażniku. Musimy jakoś, Kancelaria Sejmu musi jakoś na to reagować - dodał Terlecki.

Podkreślił, że nie wie nic na temat zakazu dla Petru, lecz na temat konieczności kontroli bagażników.

18 lipca Petru próbował wwieźć na teren parlamentu dwie osoby posiadające czasowo zawieszone prawo wstępu na teren i do budynków w zarządzie Kancelarii Sejmu. Byli to Paweł Kasprzak i Wojciech Kinasiewicz. Gdy wwiezienie dwóch osób przez Petru zostało uniemożliwione przez funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej, zostali przetransportowani w bagażniku samochodu prowadzonego przez posłankę Joannę Schmidt, a później rozpoczęli pikietę.

Petru kilkakrotnie zwracał się do marszałka Sejmu z wnioskiem o cofnięcie zakazu wjazdu autem. W poniedziałek komendant Straży Marszałkowskiej przesłał w tej sprawie odpowiedź do Petru. Jak wskazano w korespondencji, zakaz nie może być cofnięty, gdyż "dotychczasowe działania posła nie dają rękojmi bezpieczeństwa".

Podkreślono też, że odmowa wydania przepustki umożliwiającej Petru wjazd samochodem na teren Sejmu to "działanie profilaktyczne, mające na celu zapobieżenie kolejnym próbom umożliwienia przedostania się na teren pozostający w zarządzie Kancelarii Sejmu osób nieuprawnionych, w sposób uniemożliwiający ich kontrolę przez Straż Marszałkowską".

We wtorek Petru oświadczył na Twitterze, że "za naruszanie jego dobra osobistego w postaci prawa do wykonywania mandatu poselskiego żąda zadośćuczynienia".