Kancelaria Prezydenta Andrzeja Dudy uważa, że od dziś Sądem Najwyższym kieruje Dariusz Zawistowski, prezes SN stojący na czele Izby Cywilnej. – Do wczoraj obowiązki I prezesa pełnił sędzia Józef Iwulski, dziś, po jego przejściu w stan spoczynku, obowiązki te przejmuje zgodnie z ustawą kolejny najstarszy stażem prezes izby – mówi DGP wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha. – Jeżeli czarny scenariusz się zrealizuje i od środy Józef Iwulski i Stanisław Zabłocki przestaną pełnić funkcje prezesów sądu, to faktycznie ja zostanę jedynym z dotychczasowych prezesów w służbie – powiedział w TVN24 sędzia Zawistowski.

Wczoraj kancelaria wysłała prezydenckie postanowienia do pięciu sędziów SN, którym Andrzej Duda zezwolił na dalsze orzekanie. W grupie tej znaleźli się: Marian Kocon, Anna Kozłowska, Rafał Malarski, Zbigniew Myszka, Bogumiła Ustjanicz. Dalej orzekać chciało jednak 12 sędziów, co więc z pozostałą siódemką? Zdaniem Kancelarii Prezydenta osoby te przeszły w stan spoczynku z dniem wczorajszym, a postanowienia wobec nich nie zostały wydane, gdyż nie było takiej konieczności. Dlatego też prezydent wybrał podobną drogę jak w przeszłości w stosunku do sędziów, którzy nie złożyli oświadczeń – wysłał im jedynie pisma informujące o przejściu w stan spoczynku. Jego zdaniem nastąpiło to z mocy prawa. "Zgodnie z art. 5 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych i SN brak rozstrzygnięcia Prezydenta RP w przedmiocie oświadczenia sędziego o woli dalszego zajmowania stanowiska skutkuje przejściem tego sędziego w stan spoczynku z upływem 60 dni od dnia otrzymania przez Prezydenta RP opinii KRS lub od dnia, do którego te opinie Prezydent RP powinien był otrzymać" – komunikowała wczoraj Kancelaria Prezydenta.

Inaczej brak postanowień interpretuje SN. Na wczorajszej konferencji rzecznik prasowy SN Michał Laskowski podkreślał, że skoro prezydent nie wydał postanowień, to procedura wobec tej siódemki nie została zakończona. A skoro tak, sędziowie ci mają nadal prawo orzekać.

Ten zarysowany wczoraj spór może mieć ogromne konsekwencje dla pracy SN, gdyż wśród sędziów, którzy nie otrzymali postanowień, są także Stanisław Zabłocki i Józef Iwulski. Pierwszy kieruje pracami Izby Karnej, drugi Izbą Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. A rola prezesa izby ma ogromne znaczenie. To on wyznacza terminy posiedzeń, a także członków składu orzekającego, w tym przewodniczącego i sprawozdawcę. Innymi słowy – bez jego decyzji praca w izbie nie może się toczyć. Tymczasem, przyjmując optykę prezentowaną przez prezydenta, w Izbie Karnej i Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych panuje od wczoraj bezkrólewie. Tak przynajmniej uważa Paweł Mucha, który zapowiada, że w najbliższej przyszłości pojawi się kwestia powołania osób kierujących poszczególnymi izbami. – Będziemy tę sytuację porządkować i dokonywać odpowiednich działań. Na razie nie ma zagrożenia przekroczenia żadnych terminów – twierdzi.

Wiele wskazuje jednak na to, że głowa państwa może mieć z tym problem. Prezydent może nie znaleźć chętnych do przejęcia obowiązków po Stanisławie Zabłockim oraz Józefie Iwulskim. Wszystkiemu winne są przepisy ustawy o SN, które milczą, co w sytuacji gdy powstaje wakat na stanowiskach prezesów kierujących poszczególnymi izbami, a nie ma możliwości szybkiego ich obsadzenia. Ustawa wymaga, aby najpierw wybrać I prezesa SN, co obecnie nie jest możliwe z powodu zbyt małej liczby sędziów SN. Jest więc zupełnie inaczej niż w przypadku I prezesa SN.

Przypomnijmy: ustawa o SN stanowi, że I prezes na czas swojej nieobecności powierza swoje obowiązki dowolnie wybranemu prezesowi SN, a gdy nie jest w stanie tego zrobić, obowiązki wykonuje prezes najstarszy służbą na stanowisku sędziego SN. Taka konstrukcja przepisu pozwoliła swego czasu zarówno prezydentowi, jak i Małgorzacie Gersdorf wskazać Józefa Iwulskiego na stojącego na czele SN. Głowa państwa tłumaczyła, że to dlatego, iż Iwulski spełnia kryterium stażu sędziowskiego, a prof. Gersdorf, że to jej osobista decyzja. Ustawowy mechanizm zapewnił komfort samemu zainteresowanemu, który publicznie podkreślał, że nie stoi na czele SN, bo tak postanowił Andrzej Duda, a jedynie zastępuje Małgorzatę Gersdorf na jej prośbę.

W przypadku wakatów na stanowiskach prezesów izb może już nie pójść tak gładko. Wobec braku analogicznego rozwiązania jak w przypadku I prezesa SN prezydent nie będzie mógł twierdzić, że to ustawa przesądziła o tym, którzy sędziowie kierują pracami Izby Karnej oraz Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Będzie więc zmuszony sięgnąć po rozwiązanie, którego dotąd wyraźnie unikał, i wskazać spośród sędziów SN konkretne osoby, które z jego nadania do czasu wyboru nowych prezesów Izby Karnej oraz Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych pokierują ich pracami. I tu może czekać go niemiła niespodzianka. Sędziowie mogą bowiem nie chcieć przyjmować z rąk prezydenta misji kierowania pracami izb. Bo to oznaczałoby zgodę na to, co z SN robią politycy.

Wczorajsze decyzje prezydenta nie zaskoczyły ani polityków obozu rządzącego, ani opozycji. – Z uwagi na zapisy ustawy trudno było się spodziewać, by prezydent podszedł do sprawy inaczej. W przypadku sędziów, którzy nie złożyli zgodnych z jej przepisami oświadczeń i zaświadczeń o stanie zdrowia, Andrzej Duda nie miał wyjścia – mówi poseł PiS Bartłomiej Wróblewski.

Działania Andrzeja Dudy skrytykował Borys Budka z PO. Jego zdaniem prezydent próbuje udawać, że to, co się dzieje z SN, jest zgodne z prawem, choć tak nie jest. – Bez względu na jego opinie sędziowie ci mają prawo nadal orzekać – podkreśla Budka.

Oprócz sędziów SN prezydent zgodził się wczoraj, żeby dalej orzekało 21 sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, w tym jego prezes Marek Zirk-Sadowski.

Decyzje personalne przyćmiły nieco fakt złożenia wczoraj przez SN kolejnego pytania prejudycjalnego do TSUE. Sąd chce rozwiać wątpliwości, które ma względem obecnej KRS. Biorą się one stąd, że sposób powoływania sędziów do tego ciała (robi to obecnie Sejm) zdaje się odstawać od standardów europejskich. – Nie chcę komentować aktywności SN. Nie wpływa to na działanie ustawy o SN i nie ogranicza prerogatyw prezydenta – ocenia pytanie SN do TSUE Paweł Mucha.