W sobotę ulicami centrum Lublina przeszedł Marsz Równości. Legalną demonstrację ochraniała policja. Pochód usiłowali blokować przeciwnicy marszu. W stronę maszerujących i policjantów ze strony przeciwników marszu kierowane były wyzwiska i wulgaryzmy.

Przeciwnicy Marszu Równości usiłowali zablokować pochód już na początku, gromadząc się przy wejściu z Placu Zamkowego w ulicę Kowalską, którędy miał iść Marsz. Policja oddzieliła obie grupy demonstrantów kordonem i skierowała Marsz Równości inną drogą. Kolejna próba blokady pochodu miała miejsce przy skrzyżowaniu ulic Lubartowskiej i Świętoduskiej. Policja wzywała blokujących do rozejścia się, ponieważ zgromadzenie w tym miejscu jest nielegalne. Przeciwnicy marszu nie posłuchali, obrzucali ich wulgarnymi wyzwiskami. Policja użyła granatów hukowych, gazu łzawiącego i armatki wodnej, aby przerwać blokadę. W stronę policjantów poleciały kamienie i okrzyki „Zomowcy!”, wulgaryzmy. Trasa marszu ponownie została zmieniona – pochód przeszedł ulicą Świętoduską do Krakowskiego Przedmieścia, a dalej poruszał się wyznaczoną trasą.

"Jeżeli kiedykolwiek, ktokolwiek, zaatakowałby @PolskaPolicja lub legalną demonstrację w taki sposób jak zaatakowani zostali dziś w Lublinie, a nie byłoby adekwatnej reakcji, to dowodzący zabezpieczeniem i jego przełożony musieliby szukać sobie nowej pracy" - napisał w sobotę na Twitterze szef resortu spraw wewnętrznych.

Policja zapewniła też na Twitterze, że w Lublinie podczas zabezpieczenia demonstracji nie używano jakiejkolwiek broni, w tym broni gładkolufowej, gumowych pocisków itp. - Nie było takiej konieczności. Reagowaliśmy adekwatnie do sytuacji używając zgodnie z prawem środków przymusu bezpośredniego określonych w przepisach. Działania były skuteczne - podała policja.

Już zapowiedź organizacji Marszu Równości w Lublinie wywołała protesty działaczy PiS, środowisk narodowych, katolickich, które domagały się od prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka zakazu organizowania tej manifestacji. Prezydent Lublina w oparciu m.in. o opinię policji mówiącą, że spotkanie uczestników Marszu Równości i kontrmanifestacji mogłoby doprowadzić do konfliktu, co może być zagrożeniem mieszkańców, wydał we wtorek zakaz obu zgromadzeń, ze względów bezpieczeństwa. Powołał się na przepis ustawy Prawo o zgromadzeniach, który umożliwia wydanie zakazu, gdy zgromadzenie może zagrażać życiu i zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach.

Organizatorzy obu manifestacji odwołali się do Sądu Okręgowego w Lublinie, który w środę utrzymał w mocy decyzję prezydenta o zakazie. Na to postanowienie złożone zostały zażalenia do Sądu Apelacyjnego w Lublinie, który ostatecznie w piątek uchylił zakaz. Sąd uznał m.in. że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie i jej ograniczanie powinno być traktowane jako wyjątek. Podkreślił też, że to na władzach państwowych ciąży obowiązek zapewnienia pokojowego charakteru zgromadzenia i zagwarantowania ochrony jego uczestnikom.

Słowa Brudzińskiego wywołały negatywne komentarze wśród osób o prawicowych poglądach. Niektórzy uznali, że takiej reakcji policji nie było gdy kontrmanifestację urządzali Obywatele RP albo KOD. "Szkoda, że KODorastów nosicie na rękach.....Na byłych SB ków boicie się użyć pałek policyjnych,mogli by poczuć to co inni czuli 30+ lat wcześniej" – brzmi jeden z wpisów na Twitterze. "Zobaczymy za miesiąc na Marszu Niepodległości jak policja będzie postępowała w stosunku do kodziarstwa i prowokatorów blokujących przemarsz. Zakładam że będą pieszczoty tak jak z Józefem Grzybem" – pisze inny użytkownik.

Do słów Brudzińskiego odniósł się też Piotr Wielgucki. Bloger znany jako Matka Kurka rzucił w kierunku ministra garścią inwektyw: "Brawo @jbrudzinski kolejny pokazujesz, jakim jesteś +bohaterem+! W życiu nie odważyłbyś się na taką akcję w drugą stronę, ale +kinoli+ i +nazistów+ lejesz wodą i pałami. 100 razy KOD i Obywatele RP odwalali gorsze akcje, to ich na rękach wynosiłeś. Dla mnie jesteś bucu skończony!" - napisał Wielgucki. Nazwał też szefa MSWiA „kundelkiem”.

Szef MSWiA skomentował te słowa. "No jakoś będę musiał z tym żyć. A dopóki jestem ministrem to oczekuję,aby reakcja na agresję czy to chuliganerii kibolskiej, czy też lewackiej Antify atakującej @PolskaPolicja podczas zabezpieczania przez nią legalnych demonstracji, była taka sama jak dziś w Lublinie" - napisał.