Saba zjadła meble, a marszałek Dorn nie zapłacił
Ludwik Dorn uwielbia swoją suczkę Sabę. Jest dla niej na tyle wyrozumiały, że pozwala jej nawet zjadać meble - także te rządowe. Fotele i kanapy z rezydencji szefa MSWiA, w której Dorn mieszkał jako minister, zostały przez nią doszczętnie zniszczone. A Dorn za wymianę mebli do tej pory nie zapłacił - pisze "Wprost".
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Koszt wymiany zniszczonych mebli to aż 3350 zł. Były szef nie kwapi się do wyłożenia tych pieniędzy. Zapłaciło więc MSWiA - podaje "Wprost".
A wymiana była konieczna, bo Saba zniszczyła niemal wszystkie meble. Dwa lata temu, kiedy Dorn został ministrem, to choć miał swój dom, razem z żoną i psem zamieszkał w rządowej rezydencji. Od razu wprowadził swoje porządki. "Teraz będzie tu gotowała moja żona" - oznajmił i wyrzucił obsługę kuchni.
Dla psa miał jednak więcej wyrozumiałości i pozwolił Sabie "zajmować" się sprzętami. "Pożerała meble. Zniszczyła kanapę i dwa fotele. To wściekły pies. Wszystko gryzie!" - mówi informator "Wporst". I dodaje: "Następca Dorna Janusz Kaczmarek musiał kupić nowe wyposażenie, bo wstyd byłoby zaprosić tam jakiegoś zagranicznego gościa".
Samo MSWiA przyznaje, że wymieniło część umeblowania, a zakup uzasadniło… standardową potrzebą. I ani słówkiem nie pisnęło o tym, że Saba nadżarła kanapy i fotele - pisze "Wprost".





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!