Premier broni Renaty Beger
Takiej obrony Renata Beger raczej się nie spodziewała. "Rozróżniłbym płacenie za podpisy od płacenia za zbieranie podpisów" - mówi premier Jarosław Kaczyński. Mniej wyrozumiała jest prokuratura, która sprawdza, czy posłanka Samoobrony kupowała listy z podpisami pod jej kandydaturą do Sejmu.
- Premier: Dość dziadowania!
- Beger kupowała podpisy na listach Samoobrony
- Beger usłyszy zarzuty za kupowanie podpisów
- Lepper: A niechby sobie Beger za te podpisy płaciła!
- Renata Beger powinna pilnować męża
- Beger ma zarzut wyborczego fałszerstwa
- Renata Beger ucieka przed śledczymi
- Beger skazana na dwa lata w zawieszeniu!
- Znów osądzą Beger za fałszowanie podpisów
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jarosław Kaczyński nie wierzy w winę Renaty Beger. Sama posłanka Samoobrony przekonuje, że pieniądze były tylko rekompensatą za benzynę, którą jej współpracownica zużyła w czasie zbierania podpisów. I to tłumaczenie przekonuje premiera. "Nie wierzę, by ktoś płacił złotówkę za jeden podpis" - mówił Jarosław Kaczyński. Ale zaraz potem dodał, że jego stosunek do posłanki i całej Samoobrony jest "wysoce krytyczny".
"Gazeta Wyborcza" opublikowała nagranie, na którym - zdaniem dziennika - posłanka płaci za lipne podpisy. "To ja pani płacę. Jak Pani załatwi sobie te podpisy, to mnie gówno obchodzi" - mówi Beger. I wypłaca kobiecie 240 złotych za 240 podpisów.
Sprawą zajęła się już prokuratura w Szamotułach. Beger grozi 10 tys. zł grzywny.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!