Jak premier Kaczyński zrobi prawo jazdy
"Tu mnie pan schwytał" - tak Jarosław Kaczyński zareagował na pytanie, czy ma prawo jazdy. Nie ma, czy więc zapisze się na kurs? "Nic na tym świecie nie jest pewne" - odpowiada. Problem w tym, że jest premierem, więc BOR miałby pełne ręce roboty. Tym bardziej, że - jak sprawdził dziennik.pl - przepisy nie pozwalają uczyć się jeździć w pancernej rządowej limuzynie.
- Prawa jazdy z kodem 01 są ważne
- Kaczyński ma nową limuzynę. To już trzecie auto szefa PiS
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Premier, który korzysta teraz z rządowego samochodu, nie myśli na razie o wyrobieniu sobie prawa jazdy, ale nie wyklucza tego w przyszłości. "Nic na tym świecie nie jest pewne, być
może kiedyś" - mówi Kaczyński.
Skąd pytanie o prawo jazdy? Premier przyjechał dziś do Olsztyna, gdzie oglądał budowaną właśnie drogę E-16. Dziennikarze zapytali więc, czy szef rządu zna problemy polskich kierowców z
własnego doświadczenia.
Jarosław Kaczyński mógłby brać lekcje jazdy u brata, Lecha Kaczyńskiego. Pomagać w nauce mogłaby mu także Pierwsza Dama, Maria Kaczyńska. Obecna prezydencka para w czasach PRL miała
malucha, i to właśnie żona Lecha Kaczyńskiego najczęściej zasiadała za kółkiem. To, że woziła obu braci, odnotowała nawet w 1978 roku SB.
Kurs bez pancernej limuzyny
Gdyby premier postanowił jednak wyrobić sobie prawko, najwięcej problemu sprawiłby swojej ochronie. Przepisy nie pozwalają bowiem uczyć się w pancernej limuzynie.
"Zaś nauka jazdy, gdyby samochód premiera był osłaniany przez eskortę, nie miałaby sensu" - mówi dziennikowi.pl Włodzimierz Skowroński z warszawskiej szkoły jazdy
"Imola".
A że pancerne BMW premiera ciężko byłoby przerobić na samochód dla kursanta - auto musiałoby dostać zestaw pedałów sprzęgła i hamulca czy dodatkowe lusterka - więc Jarosław Kaczyński
musiałby, jak zwykły obywatel, jechać szkolnym samochodem po warszawskich ulicach.
Obstawa zostaje z tyłu
I to bez obstawy. "W szkolnym aucie, według przepisów, może być tylko instruktor i kursant. Nie mógłby więc z premierem jechać żaden borowik" - wyjaśnia Skowroński.
Ale to można obejść. Były szef BOR generał Grzegorz Mozgawa ujawnia dziennikowi.pl, że Biuro Ochrony Rządu ma własnych instruktorów jazdy. "Wtedy z premierem usiadłby instruktor,
który byłby jednocześnie ochroniarzem" - wyjaśnia i dodaje, że za autem kursanta-premiera jechałby wóz obstawy.
"Wtedy, zgodnie z przepisami ruchu drogowego i zasadami bezpieczeństwa premiera, Jarosław Kaczyński mógłby nauczyć się prowadzić samochód" - dodaje generał Mozgawa.
Indywidualna nauka, ale egzamin wspólny
Premier nie musiałby także chodzić na szkolenia z innymi kursantami. Szkoły nauki jazdy oferują bowiem kursy indywidualne, za niecałe dwa tysiące złotych. A instruktorzy - jak zapewnia
Włodzimierz Skowroński - mogliby podjeżdżać nawet przed kancelarię premiera.
Ostatni kłopot BOR miałby z egzaminem teoretycznym.
"Premier musiałby zdawać jak każdy zwykły obywatel, borowiki nie mogą mu towarzyszyć na sali egzaminacyjnej" - wyjaśnia dziennikowi.pl Andrzej Wierzbowski, kierownik
Wydziału Realizacji i Nadzoru Egzaminów Państwowych Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Warszawie.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!