Dziennik.plPolityka

Niedziela, 27 maja 2012

Imieniny: Jana, Juliusza, Radowita

Doradca prezydenta zaprzecza swoim słowom

2007-11-05 | Ostatnia aktualizacja: 17:52 | Komentarze: 0 | skomentuj

Artykuł DZIENNIKA o polsko-niemieckich rozmowach o ociepleniu stosunków wywołał burzę w Kancelarii Prezydenta. To, że rozmowy były prowadzone, potwierdził prezydencki doradca Marek Cichocki. W piątek stwierdził jednak, że nie mówił tego, co powiedział w rozmowie z DZIENNIKIEM w czwartek.

Wczorajsza publikacja DZIENNIKA „Warszawa bliżej Berlina” wywołała burzę w Kancelarii Prezydenta. W artykule napisaliśmy, że polska dyplomacja prowadzi nieoficjalne rozmowy ze stroną niemiecką, a ich celem jest przygotowanie wspólnej deklaracji, która ociepliłaby relacje między naszymi krajami. Napisaliśmy też, że rozmowy dotyczą m.in. kwestii niemieckich roszczeń majątkowych.

Szczegółowe informacje na ten temat uzyskaliśmy m.in. od wysokiego rangą urzędnika polskiego MSZ. To, że rozmowy rzeczywiście były prowadzone, potwierdził nam prezydencki doradca Marek Cichocki.

Rano Marek Cichocki niespodziewanie stwierdził, że nic takiego DZIENNIKOWI nie mówił. Jest jednak dowód, że było inaczej. Telefoniczną rozmowę z Cichockim dziennikarze nagrali na dyktafon. Gdy Cichocki dowiedział się, że jego słowa zostały zarejestrowane, już taki kategoryczny nie był. Na popołudniowej konferencji prasowej zorganizowanej w Pałacu Prezydenckim bardzo zawile tłumaczył, że - owszem - rozmawiał z nami, ale nic nie mówił o negocjacjach polsko-niemieckich.

Cichocki mija się z prawdą. Oto zarejestrowany fragment jego wypowiedzi w sprawie negocjacji z Niemcami: "Bilateralne rozmowy toczą się. Zarówno w kwestii niefortunnych wypowiedzi po niemieckiej stronie w sprawie dóbr kultury, jak i w kwestii decyzji, które mają zapaść w Strasburgu w sprawie pozwów niemieckich obywateli (o zwrot majątków - przyp. red.). Ten dialog cały czas toczymy. I tam są pomysły, w jaki sposób się do tego odnieść. Obie strony mają poczucie, że bilateralne kwestie zaczynają ciążyć nam wszystkim i domagają się pozytywnego ich rozwiązania".

Zapytany przez DZIENNIK o to, w jaki sposób obie strony mogłyby rozwiązać sporne kwestie, Marek Cichocki stwierdził: "Wiem, ale to jest na takim poziomie konsultacji politycznych, na którym trudno mi jest to anonsować. Są toczone rozmowy w sprawie wspólnego przedsięwzięcia w kontekście sądowych rozstrzygnięć dotyczących złożonych pozwów. Chodzi raczej o polityczny sygnał, bo prawnicy już w tej sprawie się wypowiedzieli. Na razie dialog jest bardzo intensywny".

Dużo więcej szczegółów toczonych rokowań uzyskaliśmy z bardzo wysokich rangą polskich źródeł dyplomatycznych. To z nich wynikało - co napisał DZIENNIK - że dyskretne rozmowy mają związek ze zbliżającymi się wyborami. Jak jasno zaznaczono w naszym tekście, Marek Cichocki nie wypowiadał się w tej sprawie. Oto, co powiedzieli, prosząc o zachowanie anonimowości, nasi rozmówcy. Te rozmowy również są nagrane.

"Kanclerz Merkel i prezydent Kaczyński będą w przyszłym tygodniu rozmawiali o wspólnej deklaracji, na pewno będą takie rozmowy. Ale czy coś się z tego pojawi, będzie zależało od tego, czy coś (obie strony - przyp. red.) uzgodnią". Wysoki urzędnik MSZ zapytany, czy kanclerz Niemiec Angela Merkel mogłaby zgodzić się na wydanie oczekiwanej przez polską stronę deklaracji przed wyborami, odpowiedział: "To jest warunek sine qua non".

A jaką formę mogłaby mieć negocjowana deklaracja? "Może to brzmieć tak, że rząd niemiecki nie popiera roszczeń. Albo że rząd nie ma roszczeń. Albo że rząd nie ma podstaw prawnych do wysuwania roszczeń. Albo może coś jeszcze innego. Ale niezależnie od tego, jaką formę to przybierze, to będzie znak bardzo pozytywny, jeśli idzie o nasze wzajemne relacje. To jednoznacznie rozstrzygnie wszelkie wątpliwości" - ujawnił jeden z rozmówców DZIENNIKA.

W artykule napisano też, że z inicjatywą spotkania na szczycie wyszła strona polska. Minister w Kancelarii Prezydenta Maciej Łopiński podtrzymywał jednak wczoraj, że polskiego przywódcę zaprosiła Angela Merkel. Tymczasem zastępca rzecznika niemieckiego rządu Thomas Stog mówi co innego. "Dojdzie do tej wizyty na polskie życzenie" - oświadczył na cotygodniowej konferencji.

Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    «