Dziennik Gazeta Prawana logo

Wyznanie Boniego podzieliło dawnych opozycjonistów

1 listopada 2007, 13:54
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Wyznanie Michała Boniego, który przyznał się do współpracy z SB, podzieliło jego kolegów z czasów działalności podziemnej. Wielu z nich mówi, że wiedziało o wszystkim. Inni są zaskoczeni. Część twierdzi, że donosił. Niektórzy nie wierzą, by kogoś skrzywdził. Powtarza się pytanie: "Dlaczego tak późno?"

Dakowski: Wiedzieliśmy, że donosił
Profesor Mirosław Dakowski, który w latach 80. prowadził wraz z Andrzej Urbańskim (obecnie szefem TVP) podziemne wydawnictwo, twierdzi, że "Solidarność" wiedziała, iż Boni współpracował. "Od 1987 roku wiedzieliśmy, że Boni na nas donosił. Zaczęły wtedy wpadać nasze offsety, czyli tajne drukarnie" - mówi portalowi tvn24.pl. "W 1987 roku jedna z kobiet z naszego środowiska, o bardzo twardym charakterze, wydusiła z Michała przyznanie się, że na nas donosił" - opowiada Dakowski.

Zdaniem Dakowskiego, nie tylko Urbański miał świadomość, że Boni podpisał deklarację o współpracy. Także Donald Tusk powinien wiedzieć o tym wcześniej, bo nazwisko Boniego znalazło się na słynnej liście Macierewicza.

Macierewicz: Trzeba poznać okoliczności
Tymczasem szef TVP Andrzej Urbański zaprzecza, by wiedział o agenturalnej przeszłości Boniego. Również Antoni Macierewicz, który współpracował z Bonim w Duszpasterstwie Ludzi Pracy na warszawskiej Woli, nie przypomina sobie, by wcześniej o tym słyszał. Macierewicz nie chciał jednoznacznie powiedzieć, czy fakt współpracy z SB wyklucza Boniego jako kandydata na funkcję ministra. "Trzeba byłoby poznać bliżej okoliczności zdarzeń, które wtedy miały miejsce" - powiedział.

Bujak: Boni był w trudnej sytuacji osobistej
Przed bezkrytycznym potępianiem przestrzega działacz "Solidarności" Zbigniew Bujak. Uważa, że trzeba pamiętać o ówczesnej trudnej sytuacji osobistej Boniego. "Czy dużo jest ludzi, którzy zagrożeni tym, że będzie im odebrane dziecko, zdołaliby odmówić SB?" - pytał Bujak. Dodał, że "nie wolno takich heroicznych postaw wymagać od ludzi i ich oczekiwać".

Bujak powiedział, że przyznanie się do faktu podpisania deklaracji dla SB było bardzo ważne. "Problemem jest, że Boni wówczas nie powiedział o tym najbliższym" - podkreślił. I przestrzegał, by nie oceniać, czy Boni nadaje się na ministra, tylko na podstawie epizodu sprzed 20 lat.

Wałęsa: Może w przyznaniu się "pomógł" mu Macierewicz
"Współczuję Michałowi Boniemu" - tak prezydent Lech Wałęsa odniósł się do wyznania kandydata na ministra. Według byłego prezydenta, Donald Tusk powinien dokładnie sprawdzić okoliczności podpisania przez Boniego deklaracji o współpracy z SB i "w zależności od tego osądzić".

Wałęsa zastanawiał się także, czy Antoni Macierewicz "pomógł" Boniemu podjąć decyzję o przyznaniu się publicznie do podpisania deklaracji o współpracy z SB. "Inaczej jak człowiek wychodzi sam i mówi: <tak zgrzeszyłem, sumienie mi wciąż przypomina, zgłaszam się>. Inaczej jest, jeśli kandydował na ministra, Macierewicz wyciąga i on teraz jest w sytuacji przymusowej" - mówił były prezydent.

Frasyniuk: Wiedzieliśmy, ale nie wierzyliśmy, by mógł donosić
Ludzie "Solidarności" wiedzieli, że Michał Boni "podpisał jakąś lojalkę w SB", ale nie sądzili, że faktycznie na nich donosi - wspomina Władysław Frasyniuk, również działacz podziemnej "Solidarności". Frasyniuk ujawnił, że o "przygodzie Michała Boniego" dowiedział się w latach 80. "Nikt z nas nie podejrzewał Michała, że mógłby donosić, pisać jakieś raporty. I dlatego też Michał przez cały czas funkcjonował w naszym środowisku" - powiedział. Według Frasyniuka, na wyznanie Boniego trzeba patrzeć chłodno i z dystansem, bo - jak mówił - "niewiele osób rozumie, czym był tak naprawdę system totalitarny, choć wszyscy twierdzą, że to wiedzą".

Morawiecki: Lepiej późno niż wcale
"Lepiej późno niż wcale" - tak przyznanie się Boniego skomentował Kornel Morawiecki, założyciel i przewodniczący "Solidarności Walczącej". "Jego przyznanie się nie jest dla mnie zaskoczeniem, bo już od <listy Macierewicza>, od 1992 r. wiedzieliśmy, że on był współpracownikiem. Ale z tego, czego udało nam się wtedy dowiedzieć, wynikało, że nie współpracował jakoś intensywnie, to był chyba tylko jakiś incydent" - mówił Morawiecki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj