Gosiewski zgubił ochronę
Życie potrafi być niesprawiedliwe! Przekonał się o tym były wicepremier Przemysław Gosiewski. Nie chciał, by ochroniarze czekali na mrozie, gdy on będzie jadł sushi. Ci jednak nie mieli wyrzutów sumienia i porzucili swego szefa - ujawnia "Fakt".
- Minister oszalał dla... surowej ryby
- BOR pałaszuje stosy słodyczy
- Gosiewski: Jestem na pierwszej linii frontu
- Gosiewski wrócił na szefa klubu PiS
- Gosiewski rozpuścił ochroniarzy
- Agnieszka Radwańska wygrała dzięki... sushi
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Gosiewski gościł w jednej z warszawskich restauracji serwujących surową rybę. "Nie chciałem robić zamieszania, wprowadzając do środka oficerów Biura Ochrony Rządu" - zdradził Faktowi przewodniczący klubu PiS. Pozwolił im jechać do Sejmu, by tam się mogli ogrzać.
Szybko się okazało, że dobry uczynek wicepremiera odwrócił się przeciwko niemu. Bo kiedy z pełnym żołądkiem wyszedł z baru i chciał wsiąść do nagrzanego samochodu, oficerów nie było. Dwadzieścia minut przestępował z nogi na nogę, wydzwaniając do funkcjonariuszy. Może prościej byłoby zrezygnować z ochrony BOR i zamówić taksówkę na własny koszt - zastanawia się "Fakt".






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!