Premier podkradł samolot prezydentowi
Czy będzie kolejna kłótnia prezydenta z premierem? Pretekst już jest. Samolot, którym Lech Kaczyński miał lecieć na Słowację, wcześniej zawiózł Donalda Tuska do Katowic i nie zdążył na czas wrócić do Warszawy. Prezydent blisko godzinę czekał na odlot.
- Politycy jeszcze długo będą latać złomem
- Wsiądź do latającej rządowej trumny
- Szef PO pędził rajdowym autem na ślubowanie
- Tusk rezygnuje z rządowego samolotu
- Prezydent i premier nie pokłócą się o samolot
- Premier poleciał do Brukseli zwykłym samolotem
- Zgubił skrzydło i odleciał
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Samolot specjalny z prezydentem na pokładzie miał wystartować o godzinie 9.40. Ale wcześniej z tej samej maszyny korzystał premier, który w przeddzień Barbórki chciał się spotkać z górnikami na Śląsku.
Lot premiera na tyle się przedłużył, że samolot nie zdążył wrócić do Warszawy na czas i prezydent przez kilkadziesiąt minut musiał czekać na możliwość wejścia na pokład. Lech Kaczyński razem z małżonką czekali w Pałacu Prezydenckim. Pozostali uczestnicy oficjalnej delegacji oraz dziennikarze siedzieli jak na szpilkach w hali odlotów na Okęciu.
Na Słowację Lech Kaczyński poleciał, by lepiej poznać się z prezydentem Ivanem Gaszparoviczem i porozmawiać z nim o zacieśnieniu współpracy. Niewykluczone, że ubocznym efektem tej wizyty będzie dalsze rozluźnienie stosunków z Donaldem Tuskiem.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!