Skarbówka odkryła tajny majątek Piskorskiego
Kontrolerzy skarbowi planują uznać część majątku byłego prezydenta stolicy, Pawła Piskorskiego, za pochodzący z niejawnego źródła i obłożyć 75-procentowym podatkiem - dowiedział się "Newsweek". Jeśli tak się stanie, Piskorski będzie musiał zapłacić około 75 tysięcy złotych.
- Piskorski: Skarbówka zabiera moje pieniądze? To łamanie prawa
- Co będą robić wielcy przegrani politycy?
- CBA węszy wokół Piskorskiego
- Piskorski wygrał w nielegalnym kasynie?
- Prokuratura stawia zarzut byłemu wiceprezydentowi
- Paweł Piskorski tworzy Komitety Obywatelskie
- Piskorski kusi Kwaśniewskiego
- Piskorczycy nie wrócą do PO
- Będzie akt oskarżenia wobec "układu warszawskiego"
- "Układ warszawski" - wymysł władzy czy początek kampanii?
- Mafia działała w stołecznym ratuszu
- Piskorski stracił stanowisko. Nie jest już szefem partii
- Piskorski dał zarobić kolegom? Tajemnice partyjnej kasy
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Decyzja ma zapaść lada dzień - twierdzi "Newsweek". Kończy się kontrola, w ramach której urzędnicy weryfikują informacje wpisane przez europosła w zeznaniu podatkowym za 2001 r. (do starszych PIT-ów, zgodnie z prawem, nie mogą sięgać).
Inspektorzy wykryli różnicę miedzy oficjalnie zadeklarowanym a rzeczywistym stanem majątkowym europosła. Wynosi ona ponad 100 tysięcy złotych. Oznacza to, że po nałożeniu karnego podatku, potocznie zwanego domiarem, Piskorski będzie musiał zapłacić fiskusowi ponad 75 tys. zł.
O prześwietlenie finansów byłego prezydenta stolicy wystąpiła prokuratura, badająca pochodzenie zasobów Piskorskiego w ramach większego śledztwa. "Szukamy majątków liderów grupy pruszkowskiej (gangu) i osób, których nazwiska pojawiły się w materiałach ze śledztwa dotyczącego wątku ekonomicznego <Pruszkowa>" - wyjaśnia Katarzyna Szeska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Prokuratorzy sprawdzają wiarygodność zapewnień europosła o tym, że obecny pokaźny majątek zawdzięcza w dużej mierze inwestycjom na giełdzie i korzystnym transakcjom na rynku antyków w latach 90. Ich wątpliwości wzbudziła - datowana na rok 1997 i opiewająca na prawie milion złotych - umowa sprzedaży kolekcji bliżej nieokreślonych przedmiotów. Na zapisanej odręcznie kartce papieru brak charakterystyki zbywanych rzeczy. A widniejący pod dokumentem podpis nieżyjącego już antykwariusza został, zdaniem grafologa, podrobiony. Słabością ekspertyzy jest jednak fakt, że jej autor bazował na kserokopii umowy, którą dysponuje prokuratura.
"Mam oryginał, w każdej chwili mogę go dostarczyć, ale dotąd nikt mnie o to nie prosił" - deklaruje w rozmowie z "Newsweekiem" Piskorski. Wyjaśnia, że dostał od kupca już podpisany dokument. "Miałem mu powiedzieć: niech pan się podpisze jeszcze raz, bo nie wiem, czy to pana podpis?" - dodaje wzburzony.
Śledczy wciąż próbują ustalić, czy sprzedana kolekcja rzeczywiście istniała. Prowadzone postępowanie odkryło jeszcze jedną nieznaną kartę z przeszłości europosła. Okazuje się, że 23 listopada 1992 r. w kasynie Jackpol w Gdyni wygrał on 4 mld 950 tys. starych złotych (czyli równowartość 500 tys. zł). 24-letni Piskorski był wtedy posłem i wiceszefem Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Dlaczego wcześniej nie chwalił się, jakim jest szczęściarzem?
"Trudno uznać grę w kasynie za atut polityka. Zresztą wtedy przestałem grać, uznając, że nie ma co kusić losu" - tłumaczy Piskorski. Jego zdaniem, wyciąganie starych spraw i dokumentów świadczy o tym, że ktoś się na niego uwziął.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!