Policja kryje się przed CBA

Agenci CBA domagają się nieograniczonego dostępu do policyjnej bazy danych Fot. Michal Rozbicki / Inne
Policja w konflikcie z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Chodzi o dostęp do baz danych z informacjami od tajnych współpracowników policji - dowiedział się DZIENNIK. "CBA chciałoby dostawać te informacje z pominięciem przewidzianej procedury. Nie możemy ryzykować życia naszych źródeł" - tłumaczy się Komenda Główna Policji.
- CBA doniesie na ABW
- Szef CBA dostanie zarzuty i wyleci z pracy
- Tusk: Na razie nie zwolnię szefa CBA
- Kamiński wyleci, bo CBA fałszowało dokumenty?
- Szef CBA Człowiekiem Roku 2007
- CBA prześwietliło już pięć tysięcy Polaków
- Tusk: Pitera ma alergię na korupcję
- Tusk odroczy wyrok na szefa CBA
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Źródłem konfliktu jest najcenniejsza baza danych polskiej policji, tzw. system meldunku informacyjnego. Do SMI trafiają informacje zdobywane od policyjnych współpracowników ulokowanych w świecie przestępczym.
Na mocy umowy szefa CBA Mariusza Kamińskiego z komendantem głównym policji obydwie służby mają ze sobą współpracować. Żeby jednak agenci CBA mogli skorzystać z bazy danych, musi się na to zgodzić szef policji lub osoba przez niego upoważniona.
"Mamy sygnały, że agenci CBA łamią umowę i chcą zdobywać te informacje na siłę od naczelników wydziałów lub nawet komendantów wojewódzkich" - mówi jeden z rozmówców DZIENNIKA z policji. Według naszych informacji takie sytuacje miały miejsce w Katowicach i Gdańsku.
"Po kilku incydentach doszło do spotkania między szefem śląskiego CBA Tomaszem Milewskim i komendantem wojewódzkim policji Zbigniewem Stawarzem. Ten ostatni ostrzegł, że jeśli sytuacja się powtórzy, poinformuje prokuraturę" - wyjaśnił rozmówca DZIENNIKA.
Wcześniej agenci śląskiego CBA mieli żądać właśnie od policjantów dostępu do SMI. Nie chcieli jednak, aby pozostawały po ich zainteresowaniu ślady.
"Każde wejście do systemu jest rejestrowane. Gdyby przydarzyło się cokolwiek złego naszemu współpracownikowi, natychmiast sprawdzamy, kto się nim interesował. Tu naprawdę nie ma miejsca na żarty" - wyjaśnia oficer biura wywiadu kryminalnego. Podobna sytuacja miała miejsce w Gdańsku. Tam agenci CBA również usłyszeli od policjantów, że nie dostaną interesujących ich informacji.
Agenci CBA bronią swoich metod, twierdząc, że obawiają się dekonspiracji. "Nie chcemy, aby ktokolwiek wiedział, kim się zajmujemy. Musimy tego unikać, bo zbyt często dochodzi do patologii" - wyjaśnia agent CBA.
Jako przykład podaje sprawę byłego ministra sportu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Tomasza Lipca. Od dawna współpracował z ABW, rozpracowując rzekomo korupcję w polskim sporcie. Ze śledztwa CBA wynika, że jednocześnie sam brał łapówki.
"Swoją współpracę traktował jako parasol ochronny. Gdybyśmy oficjalnie o niego zapytali w bazach danych, natychmiast ABW dowiedziałoby się, co robimy, i mogłoby utrudniać śledztwo" - tłumaczy DZIENNIKOWI agent CBA.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!