Sikorski nie zamierza być prezydentem

Szef MSZ nie zamierza konkurować z Tuskiem w wyborach prezydenckich w 2010 r. Fot. Michal Rozbicki / Inne
Czy Radosław Sikorski porzucił swoje ambicje prezydenckie? Na pytanie, czy będzie ubiegał się o najwyższy urząd w państwie w 2010 roku, odpowiedział wczoraj na antenie TVN24: "Nie zamierzam" - pisze DZIENNIK. Czy ta decyzja może się zmienić? "Nie sądzę" - dodał.
- Tajemnicza rozmowa prezydenta z Sikorskim
- Co powinni postanowić sobie politycy
- Państwo nie będzie płacić za in vitro
- Sikorski: W sprawie tarczy USA nas rozczarowały
- Rosjanie wytłumaczą Sikorskiemu, dlaczego nie chcą tarczy
- Sikorski przepowiada koniec Tuska
- Sikorski: Koniec pata w relacjach z Rosją
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ostatnio Radosław Sikorski chętniej mówi o starciu Demokratów z Republikanami za oceanem niż o własnej przyszłości politycznej. Czy nad jego karierą zbierają się chmury? DZIENNIK już kilka tygodni temu analizował na podstawie nieoficjalnych informacji z PO, że Sikorski może nie wytrwać w rządzie zbyt długo. Już kilkakrotnie dawał do zrozumienia partyjnym kolegom, że ma poczucie małego wpływu na politykę zagraniczną. Teraz ogłasza rezygnację z prezydenckich marzeń. "Za 15 lat może powalczyć, ale nie teraz. Nie stoi za nim zaplecze zagorzałych zwolenników. Potrafi sobie radzić z mediami, ale to za mało, żeby wygrać wyścig prezydencki" - ocenia dr Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. I dodaje: "Chyba że postawi na niego polityk z zapleczem, który sam nie będzie chciał kandydować na prezydenta".
Więc może deklarację Sikorskiego należy czytać jako hołd uległości złożony premierowi Donaldowi Tuskowi? Na razie w Platformie Obywatelskiej Sikorski wciąż ma opinię politycznego singla. Szef MSZ nie cieszy się dużą sympatią w partii, choć oficjalnie politycy Platformy komplementują szefa MSZ. "Świetny polityk, dobry dyplomata, ale nie wyobrażam sobie, by kto inny niż Donald Tusk był kandydatem na prezydenta" - mówi szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Jeszcze bardziej dosadny jest Bronisław Komorowski: "W świetle wyników sondaży dających już teraz prawie 50 procentowe poparcie Donaldowi Tuskowi komentowanie spekulacji na inny temat byłoby dziwactwem" - mówi marszałek Sejmu.
Ale prezydenckie marzenia Radosława Sikorskiego to nie dziwactwa. Politycy PiS opowiadają nieoficjalnie, że w trakcie jednej ze wspólnych podróży z premierem Jarosławem Kaczyńskim, jeszcze jako pisowski szef MON, opowiadał mu o swoim planie: ministrowanie, potem ambasador w Waszyngtonie, wreszcie ważne stanowisko w organizacji międzynarodowej. A w finale - walka o prezydenturę. "Sikorski ma ambicje, ale skryte. Ja w wywiadzie próbowałem uzyskać odpowiedź na to pytanie, ale bez powodzenia. W tej sytuacji nie dziwię się jego odpowiedzi" - mówi Łukasz Warzecha, autor "Strefy zdekomunizowanej" wywiadu-rzeki z Sikorskim.
Czy więc czas Sikorskiego nadejdzie? Sikorski, singiel lub outsider, jak chcą inni, przypomina Jan Rokitę, który choć miał sympatię mediów i błyszczał w politycznym centrum, to ponosił kolejne porażki w rodzinnym Krakowie lub klubie PO właśnie z powodu braku zaplecza. Warunkiem zwycięstwa w wyborach prezydenckich jest też wsparcie partii politycznych. Kolejne wybory pokazują, że bez wsparcia organizacyjnego i finansowego wygrana jest niemożliwa. Mimo wielkiej popularności przekonał się o tym w 2005 roku zmuszony do rezygnacji z wyścigu Zbigniew Religa. Tym bardziej teraz, gdy dzięki finansowaniu z budżetu partie polityczne stały się de facto przedsiębiorstwami z wielomilionowymi budżetami. Choć na szefie dyplomacji politolodzy nie stawiają jeszcze krzyżyka. Ma czas.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!