Miłość do sztuki za pieniądze podatnika?
Miłość do sztuki państwowych urzędników może być kosztowna dla podatników. Za przyjemność, jakiej doświadczał Ludwik Dorn, oglądając obrazy ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie na ścianach gabinetów MSWiA, płaciliśmy co miesiąc 1800 złotych - informuje "Wprost".
- Dorn: W PiS jestem schorowanym dziadkiem
- Dorn uczył kucharzy gotować flaki
- Dorn: Zacisnę zęby i zniosę upokorzenia
- Dorn oburzony, bo we wsi o nim plotkują
- Dorn przyznał sobie i kolegom wielkie premie
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Pod koniec stycznia 2007 r. trzy płótna zawisły w gabinecie ministra, dwa najdroższe w sali narad, a kolejne m.in. w pokoju jadalnym. Wśród obrazów były m.in. "Zachód słońca w Bretanii" Teodora Schwanebacha oraz dwa dzieła Tadeusza Makowskiego - "Czworo dzieci z trąbą" i "Dzieci z turoniem". Jak poinformował "Wprost" Ludwik Dorn, wypożyczenie zbiorów miało służyć promocji nowoczesnego malarstwa polskiego.
Dorn niezbyt długo cieszył oczy dziełami sztuki. Płótna trafiły do resortu pod koniec stycznia, a już 7 lutego 2007 r. minister został zdymisjonowany. Jeszcze miesiąc napawał się jednak widokiem obrazów, ponieważ część z nich trafiła do rezydencji szefa MSWiA, w której Dorn mieszkał. Następca Dorna w MSWiA Janusz Kaczmarek w kwietniu 2007 r. zwrócił Muzeum Narodowemu 12 dzieł sztuki, a ostatnie sześć odesłał już Grzegorz Schetyna, obecny szef resortu.
Za wypożyczenie wartych niemal 1,5 miliona złotych obrazów (autorstwa polskich malarzy z XX wieku) MSWiA płaciło ponad 1800 zł miesięcznie. "Premier Schetyna uznał, że to zbędne koszty, a ludzie powinni oglądać obrazy w muzeum" - tłumaczy "Wprost" Wioletta Paprocka, rzecznik prasowy wicepremiera.




















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!