Partie bez kasy z budżetu
Zanosi się na burzę polityczną w sprawie finansowania partii z publicznych pieniędzy. Jak dowiedział się DZIENNIK, w ciągu kilkunastu dni Platforma Obywatelska przedstawi propozycję likwidacji budżetowych subwencji dla ugrupowań politycznych. Pomysł PO od razu wywołał ostry opór pozostałych partii.
- Oskarżany o przekręt poseł PO zawieszony
- Budżet państwa nadal będzie dotował partie
- PiS o drożyźnie, a PO o dotacjach dla partii
- Posłowie bez immunitetu, Sejm bez przestępców
- "Podatek Belki" pójdzie do kosza
- Będą w końcu mniejsze dotacje dla partii?
- Rolnicy nie dostaną dopłat
- Radio Maryja nie zrezygnuje z polityki
- Trybunał zdelegalizuje Samoobronę?
- Dudek: Populizm nie zniknął z polityki
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Do zmian w finansowaniu partii politycznych prze premier Donald Tusk. Propozycja zmian ma być gotowa w ciągu kilkunastu dni - mówi "DZIENNIKOWI bliski współpracownik premiera. Inny polityk dodaje: "To decyzja w gestii zarządu krajowego partii i zostanie ogłoszona prawdopodobnie w przyszłym tygodniu podczas wyjazdowego posiedzenia klubu".
Plany PO potwierdza lakonicznie szef klubu PO: "Pracujemy nad tym" - mówi Zbigniew Chlebowski.
Niechętne temu pomysłowi Platformy jest PSL, a otwarcie sprzeciwiają się PiS i LiD. Te partie argumentują, że obecny system jest "czysty", bo partie pewne swojego finansowania nie wchodzą w podejrzane związki, by zasilić kasę. Obecny system wymusza też przejrzyste finasowanie. Partie, które naruszają te zasady, mogą być ukarane odebraniem pieniędzy. "To kolejny populistyczny pomysł przy okazji stu dni rządu. Forsowany bez szans na realizację, ale ma pokazać: PO pamięta o swoim programie" - mówi Jarosław Zieliński z PiS.
Zdaniem LiD propozycja PO to kolejny temat zastępczy. "Uwaga opinii publicznej będzie skoncentrowana na finansach partii, podczas gdy w Polsce są realne konflikty i problemy" - mówi Jerzy Szmajdziński. I dodaje: "Jeszcze kilka dni temu nie bardzo wierzyłem Jarosławowi Kaczyńskiemu, ale chyba wchodzę na tę samą ścieżkę oceniania rzeczywistości co on. PO to mistrzowie odwracania uwagi od spraw zasadniczych" - uważa Szmajdziński.
PO jest jednak przekonana, że zmiana jest potrzebna. "Zawsze mówiliśmy, że finansownie partii z budżetu jest ułomne. Teraz wszyscy oszczędzamy, są potrzeby społeczne i uważamy, że trzeba wymyślić system, który odciąży budżet, a równocześnie będzie mobilizował partie polityczne do zabiegania o wyborców" - mówi Waldy Dzikowski, poseł PO.
By osłabić opór wobec zmian, w PO trwają prace nad innym systemem finansowania partii. Przewiduje on, że podatnicy podobnie jak w przypadku 1 proc. swojego podatku dochodowego, który mogą przeznaczyć na organizację pożytku publicznego, kolejny procent mogliby przeznaczyć na wybraną partie polityczną. Podstawą nowej propozycji PO jest pomysł, który trafił już do Sejmu jako projekt ustawy autorstwa Prawicy Rzeczypospolitej Marka Jurka.
Na pewno taki system przyniósłby znaczące oszczędności budżetowe i spadek dochodów partii. Obecnie sama PO będzie rocznie pobierała z budżetu ponad trzydzieści siedem milionów złotych. Niewiele mniej otrzyma PiS, a subwencje dla ciszących się znacznie mniejszym poparciem PSL i LiD będą sięgać blisko stu milionów złotych rocznie. Natomiast wszystkie organizacje pożytku publicznego otrzymały od podatników około 30 mln zł. Datki na partie zapewne byłyby mniejsze.
"To jest pomysł na przywrócenie związków liderów partii z elektoratem. By nie było takich sytuacji jak w przypadku AWS czy SLD, że partyjne aparaty nie musiały brać pod uwagę opinii zwolenników, bo i tak dostawały pieniądze" - zachwala pomysł Marek Jurek. Jednak w Sejmie pełno jest sceptyków. "Elektorat PO ma firmy, ich właściciele mogą sobie odliczyć 1 proc., ale co odliczą rolnicy" - ironicznie komentuje jeden z polityków PSL. Podkreśla, że rolnicy nie będą mogli nic odliczyć, bo nie płacą podatku PIT.
Jest jeszcze jeden szkopuł. Dane o politycznych sympatiach obywateli są tak zwanymi danymi wrażliwymi, których nikt nie musi ujawniać. A każdy dobroczyńca partii politycznej w nowym systemie ryzykuje, że jeśli nastąpi przeciek, to o jego sympatiach będzie wiedział na przykład zwierzchnik w urzędzie.




















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!