Tusk leci do Busha
Poniedziałkowa rozmowa będzie twarda. Tusk jest nawet gotów postawić ultimatum: albo USA wzmocnią polską armię, albo w Polsce nie powstanie tarcza antyrakietowa - dowiedział się DZIENNIK. Polski premier poleci do USA w niedzielę zwykłym samolotem rejsowym PLL LOT.
- Nie można oszczędności mylić z dziadostwem
- Tusk: Nie będzie rozmów o wizach
- Tarcza: nie ma uzbrojenia, jest propozycja rozmów
- Tarcza: decydujący tydzień
- Tarcza antyrakietowa już przesądzona
- Za tarczę USA uzbroją naszą armię
- Jak Tusk do Busha poleciał
- Alarm bombowy w samolocie Tuska
- W USA nie będzie konkretów
- Premier Tusk wyjechał z Polski. W interesach
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Nigdy jeszcze od odzyskania niepodległości polski polityk nie miał dla amerykańskiego prezydenta tak precyzyjnego i twardego komunikatu jak udający się w niedzielę do USA premier Donald Tusk dla George’a W. Busha: Polska nie wierzy już Ameryce na słowo. Same zapewnienia nie wystarczają, aby zapewnić bezpieczeństwo Polski. Jeśli nie będzie precyzyjnej umowy gwarantującej wzmocnienie polskiej armii i nowoczesną obronę przeciwlotniczą, to nie będzie też amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce.
Jak ustaliliśmy, Tusk w czasie 45-minutowego poniedziałkowego spotkania przedstawi Bushowi precyzyjną analizę dowodzącą, że instalując elementy tarczy antyrakietowej, Polska ściąga na siebie potężne zagrożenie ze strony Rosji. Zagrożenie realne, bo w czasie ostatniej wizyty Tuska w Moskwie Władimir Putin wprost groził szefowi polskiego rządu. Ostrzegał, że jeśli Polska zgodzi się na tarczę, to Moskwa wyceluje w nasz kraj swoje rakiety atomowe. "W razie przypadkowego wystrzelenia, wiecie, kto ucierpi" - rzucił Tuskowi w ponurym żarcie rosyjski prezydent.
Równocześnie pojawiają się poważne wątpliwości co do tego, czy NATO ma plany operacyjne i możliwości pozwalające na przyjście Polsce z pomocą w razie ataku ze Wschodu. Tak w każdym razie uważają niektórzy polscy dyplomaci. "Istnieją tylko bardzo ogólne założenia na wypadek ataku Rosji na nasz kraj. Gdyby do takiego uderzenia doszło, nie wiadomo, które państwo, jakie jednostki i w jakim czasie miałyby przyjść nam z pomocą" - mówią DZIENNIKOWI źródła rządowe. Ich zdaniem Polska od wielu lat upominała się o wypełnienie tej luki. Ale bezskutecznie. "To wymagałoby uznania przez NATO, że Rosja jest zagrożeniem. A tego nie chcą ani Niemcy, ani Francja i inne europejskie kraje, które robią z Kremlem wielomiliardowe interesy. Jak również Stany Zjednoczone, którym współpraca z Rosją jest potrzebna do rozwiązania wielu kryzysów międzynarodowych" - dodają nasi rozmówcy.
Szczegóły planowania obronnego są w NATO objęte klauzulą najwyższej tajemnicy. Dlatego w Kwaterze Głównej mówi się o tych sprawach niechętnie. "Mogę tylko zapewnić, że potrzeby obronne Polski są przez Sojusz w pełni uwzględniane" - ucina jeden z rzeczników Paktu Robert Pszczel.
Jednak polskich władz najwyraźniej to nie przekonuje. "Potencjał obronny Rosji jest nieproporcjonalnie duży i nie ma dla niego uzasadnienia. Boimy się, że ta strzelba wisząca nad kominkiem w ostatnim akcie sztuki wypali" - mówią źródła rządowe.
I właśnie dlatego premier Tusk nie widzi innego wyjścia, jak tylko wykorzystać starania Amerykanów o budowę wyrzutni rakietowych w Polsce do zmniejszenia tych dysproporcji. "Porozumienie amerykańsko-polskie musi być oparte na realnych konkretach, a nie tylko na deklaracjach dobrej woli" - mówił przed odlotem.
Można to odczytać tylko w jeden sposób: Polska podpisze umowę o tarczy, pod warunkiem że w zamian w tym samym czasie Amerykanie zagwarantują nam realne bezpieczeństwo i zobowiążą się pisemnie do modernizacji polskiego wojska.




















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!