"Kaczyńscy odpowiadają za aneks o WSI"
Premier Donald Tusk obciążył braci Kaczyńskich odpowiedzialnością za szkody, które jego zdaniem wyrządził w służbach specjalnych Antoni Macierewicz. To komentarz do wczorajszej publikacji DZIENNIKA, który ujawnił, że aneks do raportu o WSI zawiera listę polityków z Lechem Wałęsą na czele, którzy powinni stanąć przed Trybunałem Stanu.
- Tak handlowano aneksem Macierewicza
- "Tajny aneks Macierewicza wywoła skandal"
- Wałęsa: Kaczyńscy przed Trybunał Stanu
- Macierewicz nie musi przepraszać ITI
- Prezydent i trzech ministrów przed trybunał
- Aneks do raportu o WSI to interpretacje, nie fakty
- Aneks o WSI to wielki ból głowy prezydenta
- Macierewicz broni raportu przed prezydentem
- Minister w zmowie z właścicielami TVN?
- Wałęsa: Macierewicz oskarża Kaczyńskich
- Prezydent: Nie mam czasu na aneks o WSI
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kancelaria Prezydenta milczy. Tymczasem premier stawia ostre pytania. "Stało się nieszczęście, że osobie tak źle przygotowanej oddano tyle władzy. Wskutek działania pana Macierewicza mamy dzisiaj bardzo poważne problemy ze służbami, które pracują na rzecz bezpieczeństwa żołnierzy" - oświadczył. Donald Tusk zaatakował też wprost braci Kaczyńskich za powołanie Macierewicza na likwidatora WSI: "To jest nieodpowiedzialność pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego i poprzedniego premiera Jarosława Kaczyńskiego" - podkreślał.
Wczoraj ujawniliśmy, że aneks do raportu o WSI kończy się listą osób, które zdaniem likwidatorów powinny stanąć przed Trybunałem Stanu za tolerowanie patologii i przestępstw w służbach. Są na niej nazwiska Lecha Wałęsy, Janusza Onyszkiewicza, Bronisława Komorowskiego i Jerzego Szmajdzińskiego.
Premier uznał, że to nie on powinien się tłumaczyć z tych wniosków.
"To pytanie do mocodawców politycznych pana Macierewicza. Czy oni także chcą postawić przed Trybunałem Stanu Lecha Wałęsę, Bronisława Komorowskiego i nie wiem kogo tam jeszcze" - mówił Donald Tusk.
W listopadzie ub.r., czyli już po przegranych przez PiS wyborach, Macierewicz przesłał Lechowi Kaczyńskiemu 800-stronicowy aneks do raportu o WSI. Od tamtego czasu prezydent nie odtajnił dokumentu.
"Szef zdaje sobie sprawę, że to jest bubel i zastanawia się, co zrobić, by go nie publikować" - mówią nam nieoficjalnie pracownicy Kancelarii Prezydenta.
Na informacje DZIENNIKA zareagowali wymienieni w aneksie politycy.
"Nie zrobiłem niczego, czego bym się wstydził" - skomentował Lech Wałęsa. Byłemu prezydentowi autorzy aneksu zarzucają budowę nieformalnych struktur służb specjalnych w BBN. "Jeśli budowałem jakąś strukturę do kontroli UOP i WSI, to przez Kaczyńskich. Jeden był u mnie szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a drugi szefem kancelarii. Jeśli były spiski, to tylko oni mogli je robić, bo mają to w genach" - oświadczył Wałęsa.
Autor aneksu Antoni Macierewicz zaatakował wczoraj DZIENNIK, próbując dezawuować podane przez nas informacje. Twierdził, że są nieprawdziwe. Ale jednocześnie sam sobie zaprzeczał, bo przyznawał, że nazwiska tych polityków jako odpowiedzialnych za bezprawie w WSI są już wymienione w pierwszym raporcie.
Macierewicz mija się z prawdą, sugerując, że podane przez nas fakty pochodzą z jawnego raportu. Dlaczego? Choć w pierwszym raporcie pojawiają się nazwiska szefów MON, to dopiero - jak ujawniliśmy - tajny aneks precyzuje, że powinni oni stanąć przed Trybunałem Stanu. Poza tym to w aneksie, a nie w raporcie, autorzy opisali szczegółowo układ, który miał rzekomo budować w BBN Lech Wałęsa.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!