Dorn nie zapłacił za karetkę
Lech Kaczyński nie miałby problemu z rachunkiem za karetkę z trójmiejskiego szpitala, gdyby nie urzędnicy resortu kierowanego przez Ludwika Dorna - ustalił DZIENNIK. Dotarł do dokumentów, z których wynika, że MSWiA odmówiło zapłacenia faktur za opiekę medyczną prezydenta.
- Wstrząsający zapis kłótni o karetkę
- Sejmowe limuzyny jak taksówki
- Rządowy szpital pozywa prezydenta za długi
- Minister Tuska: Prezydent powinien zapłacić za karetkę
- Kolejny szpital narzeka na prezydenta
- Dorn: Kaczyński mnie oszczerczo pomówił
- Dorn: Odrobina lansu nie zaszkodzi
- Dorn: Obrońcy Wałęsy się wygłupili!
- Dorn jeździ pociągiem, a nie limuzyną
- "Karetka nie czekała na prezydenta pod płotem"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wczoraj DZIENNIK ujawnił, że szpital MSWiA w Gdańsku pozywa do sądu Kancelarię Prezydenta i Biuro Ochrony Rządu. Domaga się zaległych pieniędzy za całodobowy dyżur karetki czuwającej nad zdrowiem głowy państwa podczas jego pobytów w ośrodku w Juracie. Nieopłacone zostały rachunki za dyżury w okresie od lipca do listopada 2006 r. Szpital wycenił je na 214 tys. zł.
Jednak problemu by nie było, gdyby nie decyzje urzędników z czasów, kiedy resortem spraw wewnętrznych kierował bliski współpracownik braci Kaczyńskich, Ludwik Dorn.
W październiku 2006 r. gdański szpital zwyczajowo wystąpił do MSWiA o zwrot kosztów za czuwanie karetki, ale resort odmówił zapłaty długu. Urzędnicy MSWiA wytknęli, że mogą płacić jedynie za świadczenia medyczne na rzecz prezydenta w trakcie jego oficjalnych wizyt.
"Świadczenia podczas innych podróży (Lech Kaczyński w Juracie spędzał urlop i weekendy - red.) nie mogą być przedmiotem umowy" - przekonywała w piśmie do szpitala Halina Rajska, dyrektor departamentu zdrowia MSWiA.
Stwierdziła też, że "płatność odbywa się jedynie za faktycznie udzielone świadczenie, a nie za gotowość ich udzielania". W efekcie tych decyzji szpital został z dziurą budżetową, bo do tej pory żadna z instytucji nie poczuwa się do zwrotu długu.
Po ujawnieniu sprawy przez DZIENNIK wybuchł gorący spór o to, kto powinien uregulować tę należność. Urzędnicy prezydenta przekonują, że za czuwanie "erki" powinno zapłacić MSWiA.
Zdaniem ministra Michała Kamińskiego, za tzw. lecznictwo specjalne, które dotyczy czterech najważniejszych osób w państwie: prezydenta, premiera i marszałków, płaci BOR podlegający MSWiA. Innego zdania jest jednak Sławomir Nowak, szef kancelarii premiera Donalda Tuska. "Jak się coś zamawia, to się za to płaci" - mówi twardo.
Kancelaria Prezydenta wydała wczoraj komunikat, w którym poinformowała, że karetka nigdy nie stacjonowała na terenie prezydenckiego ośrodka w Juracie. Jednak dyrektor szpitala MSWiA Tomasz Sut ujawnił, że oczekiwała ona na wezwanie nie w Gdańsku, ale w pobliżu ośrodka, na Półwyspie Helskim.
"Są specjalne procedury i od otrzymania zgłoszenia ambulans dojeżdża w ciągu 4-5 minut na miejsce" - powiedział Sut. Prezydent do tej pory nigdy nie skorzystał z opieki medycznej podczas wizyt w Juracie.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!