"Ostatnią osobą od wydawania wyroków jest urzędujący prezydent" - przekonywał w Radiu ZET Jerzy Szmajdziński. Ale na tym nie poprzestał. Reprezentujący lewicę wicemarszałek Sejmu oskarżył Lecha Kaczyńskiego o to, że naruszył prawo, a konkretnie przepisy kodeksu karnego.

"To jest coś więcej niż naruszenie dóbr osobistych. Potrzebny byłby proces w tej sprawie, i dopiero wtedy można mówić o konsekwencjach ewentualnego impeachmencie" - mówił polityk SLD.

Zdaniem Szmajdzińskiego, zarzucanie Lechowi Wałęsie, że był agentem SB o pseudonimie Bolek, służy tylko funkcjonariuszom komunistycznej bezpieki, którzy teraz mogą triumfować. "To zwycięstwo SB. Bracia Kaczyńscy nie zdają sobie sprawy, kogo gloryfikują" - podkreślił wicemarszałek Sejmu.

W telewizji Polsat prezydent Lech Kaczyński powiedział, że nie tylko jest przekonany, iż Wałęsa współpracował z SB jako "Bolek", ale po prostu to wie. Pytanie dotyczyło książki pracowników IPN Piotra Gontarczyka i Sławomira Cęckiewicza, którzy podobno udowadniają w niej, że Wałęsa rzeczywiście miał kontakty z komunistyczną bezpieką. Prezydent Kaczyński przyznał, że publikacji jeszcze nie czytał, ale ma pewność, że "Bolek" to Wałęsa.

Były prezydent zapieklił się wtedy nie na żarty. Wczoraj zażądał od Lecha Kaczyńskiego przeprosin. W przeciwnym wypadku grozi urzędującej głowie państwa procesem sądowym.