"Wprost" opublikował streszczenie książki, dzieląc je na kilka rodziałów. Z pierwszej części wynika, że "w archiwach IPN tzw. pomoce ewidencyjne (karty rejestracyjne, dzienniki korespondencyjne i zapisy w Zintegrowanym Systemie Kartotek Operacyjnych) potwierdzają fakt rejestracji Lecha Wałęsy pod numerem 12535 przez Wydział III SB w Gdańsku, jako TW ps. Bolek, w latach 1970-1976".

W książce autorzy publikacji o Wałęsie podważają też argument byłego prezydenta, że w latach 70. działało kilkudziesięciu agentów o pseudonimie Bolek. Z ich znalizy wynika, że SB dysponowało w tym czasie tylko czterema tajnymi "Bolkami", z których tylko jeden - zarejestrowany pod nr 12535 - pracował w Stoczni Gdańskiej, i to na Wydziale W-4.

Ten właśnie "Bolek" miał trzech oficerów prowadzących. Stawiali przed agentem "zadania o charakterze doraźnym, związane z rozpracowaniem i kontrolą osób zaangażowanych w rewoltę grudniową, oraz z działalnością prewencyjną wobec osób organizujących od stycznia 1971 roku wiece, protesty i strajki w Stoczni Gdańskiej".

Z książki IPN wynika, że "Bolek" był współpracownikiem aktywnym, zwłaszcza tuż po Grudniu '70. "W latach 1970-[19]72 wymieniony już jako TW ps. <BOLEK> przekazywał nam szereg cennych informacji dot[yczących] destrukcyjnej działalności niektórych pracowników. […] Za przekazane informacje był on wynagradzany i w sumie otrzymał 13100 zł; wynagrodzenie brał bardzo chętnie" - cytuje fragmenty publikacji "Wprost".

Autorzy odnaleźli w archiwach fragmenty doniesień i podsumowań donosów "Bolka", które mówiły o nim, jako o osobie wykazującej dużo własnej inicjatywy w rozpoznawaniu "źródeł zagrożeń". Zauważają, że jako członek komitetu strajkowego cieszył się zaufaniem wśród stoczniowej załogi. Wśród donosów "Bolka" pojawiają się w tamtym okresie 24 nazwiska, większość kolegów agenta ze stoczniowego wydziału W-4 oraz uczestnicy rewolty grudniowej. Wiele z tych osób było represjonowanych przez SB.

Oficerowie prowadzący zwracali też uwagę na punktualność swego agenta, z jaką stawiał się na spotkanie. Z materiału opublikowanego przez "Wprost" wynika, że wykonywał zadania operacyjne na terenie stoczni nawet na zwolnieniu lekarskim. Przekazywał informacje o planowanej przez pracowników Stoczni Gdańskiej próby zakłócenia obchodów pierwszomajowych w 1971 roku. Relacjonował SB nastroje i opinie panujące na wydziale.

TW ps. Bolek cechować miał też spryt. Proponował SB, by - dla uspokojenia nastrojów - obiecała robotnikom podwyżki, których by potem nie realizowano. "TW sugerował, żeby stoczniowcom dać do zrozumienia, że zamierza się w krótkim czasie dokonać reorganizacji pod względem organizacji pracy w Stoczni, a z tym pójdą w parze zarobki pracowników fizycznych. To przyczyniłoby się do spadku agresywnych zamiarów pracowników Stoczni w dniu święta 1 Maja. Po 1 Maja poruszonych spraw można nawet nie realizować" - cytuje fragmenty esbeckich akt "Wprost".

Jeśli "Bolek" nie znał nazwiska "wrogich krajowi" osób, starał się dokładnie je opisywać: "Mówił mi to ślusarz z W-4, którego nazwiska nie znam, mieszka pod Delikatesami, nazwisko mogę ustalić", "Jest on w wieku ponad 40 lat, wysoki, szczupły, bez zębów z przodu, lekko pokryty szronem, najprawdopodobniej będzie z W-5".

Współpraca "Bolka" z SB zaczęła szwankować w 1974 roku. Esbek pisał wtedy o Wałęsie: "Po ustabilizowaniu się sytuacji w stoczni dało się zauważyć niechęć do dalszej współpracy z naszym resortem. Tłumaczył on to brakiem czasu i tym, że na zakładzie nic się nie dzieje. Żądał również zapłaty za przekazywane informacje, które nie stanowiły większej wartości operacyjnej".

W końcu postawa agenta doprowadziła do "wyeliminowania go z czynnej sieci agenturalnej" 19 czerwca 1976 roku, "z powodu niechęci do współpracy".

Tu przeczytasz fragmenty z ksiązki IPN<<<